wtorek, grudnia 29, 2009

Czym się różni samochód od siekiery?


To proste - gdybym po pijaku siekierą zabiła na ulicy 4 przypadkowe osoby, poszłabym do więzienia na resztę swego marnego żywota.
A za to samo wykonane samochodem tylko 8 lat.
Opłaca się, nie?

środa, grudnia 23, 2009

Bogacze

{Mój} O, miałem sobie do pracy talerz przynieść, bo wyrzucamy arkoroki, to jeden uratuję.
{Inny} No, taaaak, się powooodzi, teraz to pewnie porcelanę z Ćmielowa se kupisz...
{Mój} Skąd wiedziałeś?

No akurat kupiłam :)
Florentynę :P
Teraz wychodzi na jaw, jaki z Mojego burżuj ;)

Co robią ateiści w święta?

"Siedzą, patrzą na choinkę i nie wierzą." /by Zona_mi/

wtorek, grudnia 22, 2009

O rybach

{Ona} Ja to lubię karpia, ale nie tego gołego, tylko tego drugiego...
{Ja} Sazana?
{Ona} Tak, właśnie, sezama.

O dzieciach

Oto co do nas najczęściej mówiono, gdy byliśmy dziećmi:
Stój prosto, ruszaj się, bądź cicho, pospiesz się, nie dotykaj, uważaj, zjedz
wszystko, umyj zęby, nie pobrudź się, pobrudziłeś się, nie mów tyle; powtórz co
ci powiedziałem; powiedz: przepraszam, przywitaj się, chodź tutaj, nie chodź za
mną bez przerwy, idź się pobawić, nie przeszkadzaj, nie biegaj, nie spoć się;
uważaj, bo upadniesz; mówiłem, że upadniesz; to twoja wina, nigdy nie uważasz,
nie potrafisz, jesteś za mały, sam to zrobię, teraz jesteś duży, połóż się spać,
wstań, zrobisz to później, mam dużo roboty, pobaw się sam, okryj się, nie
wychodź na słońce, nie mówi się z pełnymi ustami.

A oto, co chcielibyśmy, by do nas mówiono, gdy byliśmy dziećmi:
Kocham cię, jesteś piękny, jesteśmy szczęśliwi, że cię mamy, porozmawiajmy
trochę o tobie, znajdziemy trochę czasu tylko dla nas; jak się czujesz?; jesteś
smutny, boisz się?; dlaczego nie chcesz?, jesteś wspaniały, jesteś delikatny i
mięciutki, jesteś wrażliwy; opowiedz mi co czułeś; jesteś szczęśliwy; lubię, gdy
się śmiejesz; możesz popłakać jeśli chcesz; jesteś niezadowolony, co cię
martwi?; co cię zdenerwowało?; możesz powiedzieć wszystko, co chcesz; ufam ci,
lubię cię, ty mnie lubisz; kiedy mnie nie lubisz?; słucham cię, jesteś
zakochany, co o tym sądzisz, lubię być z tobą, mam ochotę z tobą porozmawiać;
chcę cię wysłuchać, kiedy jesteś nieszczęśliwy ; podobasz mi się taki, jaki
jesteś; jak pięknie być razem; powiesz mi jeśli nie mam racji.

Jest wokół ciebie wielu dorosłych,
którzy nadal czekają na słowa,
jakie chcieli usłyszeć, gdy byli dziećmi.
Szarpiąc nerwowo pasek torebki
pewna kobieta powiedziała:
„Wiem, ze mój mąż potrafi być czuły i wyrozumiały.
Zawsze jest taki dla naszego psa”.

sobota, grudnia 19, 2009

Znalezione w Sieci

Pierwsza sesja RPG u kumpla. Jego pokój. Wchodzi mama kumpla i rozgląda się po nas:
{Mama} nie wiem któremu z was mam dziękować, ale ja w życiu tego pokoju tak czystego nie widziałam. Możecie tu wpadać częściej?

czwartek, grudnia 17, 2009

Jak się spławia konsultantów?

Konsultant: Halo, nazywam się XY i jestem z Ery
Ty: Dzień dobry, porucznik Brutalny, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Uprzedzam pana, że ta rozmowa jest nagrywana i wszystko, co pan powie, może być użyte przeciwko panu.

***

- Dziękuję, nie jestem zainteresowany produktem, który chce mi pan sprzedać.
- Ale skąd pan wie, że ja chcę panu coś sprzedać?
- Dziękuję. Na socjotechniczne sztuczki, których uczą na szkoleniach, też jestem
odporny... traci pan czas.

***

Kiedyś wydzwaniał jakiś Pan chcący koniecznie rozmawiać z moim mężem (to on
figurował jako właściciel telefonu)-mąż oczywiście nie miał na to ochoty.
Mówiłam,że go nie ma,jest w pracy,aż w końcu kiedyś jak zadzwonił powiedziałam
smutnym głosem tłumiącym płacz: "Nie ma męża."
"A kiedy będzie" Ja (tłumiąc płacz) "Nie wiem,wyprowadził się" (płacz)

***


Polecam cały wątek na Forum Humorum :)

środa, grudnia 16, 2009

If

Znalezione u Herbatki
If tomorrow morning the sky falls… have clouds for breakfast.
If night falls… use stars for streetlights.
If the moon gets stuck in a tree… cover the hole in the sky with a strawberry.
If you have butterflies in your stomach… ask them into your heart.
If your heart catches in your throat… ask a bird how she sings.
If the birds forget their songs… listen to a pebble instead.
If you lose a memory… embroider a new one to take its place.
If you lose the key… throw away the house.
If the clock stops… use your own hands to tell time.
If the light goes out… wear it around your neck and go dancing.
If the bus doesn’t come… catch a fast cloud.
If it’s the last dance… dance backwards.
If you find your socks don’t match…. stand in a flowerbed.
If your shoes don’t fit… give them to the fish in the pond.
If your horse needs shoes… let him use his wings.
If the sun never shines again… hold fireflies in your hands to keep warm.
If you’re afraid of the dark… remember the night rainbow.
If there is no happy ending… make one out of cookie dough.

wtorek, grudnia 15, 2009

Taki lajf

Nałogowcowi komputerowemu spadła na ulicy na głowę cegła.
- Tetris - pomyślał nałogowiec.
- Nałogowiec - pomyślała cegła.
- Level 2 - pomyślał Bóg.

piątek, grudnia 04, 2009

Wyczytane na eMaglu

"Żyj tak aby ateiści dziękowali bogu że umarłeś."

AH1N1 albo inna

Wychodząc do pracy wczoraj po południu zaleciłam Konającemu Małżonkowi łyknięcie ibupromu na gorączkę. Wracam po 3 godzinach i 2 telefonach omdlewająco-ponaglających, a on nadal kona.
{Ja} Wziąłeś ibuprom?
{On} (przecząco) Y-yy.
{Ja} To lepiej łyknąć czy się tak męczyć?
{On} Nie rozumowałem w tych kategoriach. Bardziej skłaniałem się ku opozycji "przeżyję-nie przeżyję".


wtorek, grudnia 01, 2009

Znalezione na Wyrodnych :)

Kochany Święty Mikołaju!

Cały rok byłam bardzo grzeczną mamusią. Karmiłam, myłam i głaskałam na żądanie dwójkę moich dzieci, chodziłam do przychodni częściej niż do sklepu, upiekłam 700 pierniczków na jarmark mikołajkowy w klasie mojej córki i wymyśliłam, jak zrobić szopkę na technikę bez użycia kleju.

Mam nadzieję, że mógłbyś wykorzystać mój list na kilka Wigilii, bo pisałam go czerwoną kredką mojego syna na paragonie, czekając, aż pralka odwiruje, i nie wiem, czy znajdę jeszcze chwilkę wolnego czasu w ciągu najbliższych 18 lat.

Oto moje świąteczne życzenia:

Chciałabym dostać parę nóg, które nie bolą po całym dniu uganiania się za dziećmi (w dowolnym kolorze poza filetowym, bo takie już mam), i ręce, które nie zwisają bezwładnie, ale są wystarczająco silne, żeby wynieść wrzeszczącego dzieciaka z alejki ze słodyczami w markecie. Chciałabym mieć również talię, bo moja zniknęła gdzieś w siódmym miesiącu ostatniej ciąży.

Jeśli w tym roku spełniasz również duże życzenia, to chciałabym dostać samochód z oknami odpornymi na odciski palców, i radio, które puszcza tylko muzykę dla dorosłych, telewizor, w którym nie ma
żadnych programów z gadającymi zwierzętami, i lodówkę z sekretną szufladą za zamrażalnikiem, gdzie mogłabym się schować, żeby porozmawiać przez telefon.

Z rzeczy praktycznych, przydałaby mi się lalka, która mówi „Tak, mamusiu”, żeby podnieść moją samoocenę rodzicielską, a także jeden dwulatek, który załatwia się do nocnika, dwójka dzieci, które się nie biją, i trzy pary dżinsów, których zamek zapina się na całej długości bez użycia siły i narzędzi. Fajnie byłoby mieć nagranie
mnichów tybetańskich, mamroczących „Nie jedz w salonie” i „Nie bij brata”, dlatego że mój głos jest chyba poza zakresem odbioru moich dzieci i słyszy go tylko pies.

Proszę, nie zapomnij też o podróżnym zestawie ciastoliny, prezentu pożądanego najbardziej przez wszystkie matki przedszkolaków. Robią ją w trzech żarówiastych kolorach i gwarantują, że rozkruszy się na każdym dywanie, sprawiając, że dom teściów będzie wyglądał tak samo jak mój.

Jeżeli nie zdążysz już załatwić któregoś z tych produktów, poproszę o parę minut, żeby wyczyścić zęby i rozczesać włosy w ciągu tego samego poranka, albo o luksus zjedzenia obiadu o temperaturze wyższej niż pokojowa, podanego w czymś innym niż opakowanie styropianowe.

Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, mógłbyś dokonać kilku cudów Bożonarodzeniowych. Czy byłoby wielkim problemem, żeby oficjalnie uznać keczup za warzywo? Uspokoiło by to znacznie moje sumienie.

Nie byłoby też źle, gdybyś mógł skłonić moje dzieci do pomagania w domu bez żądania zapłaty, jakby były szefami rodziny mafijnej, albo żeby mój maluch nie wyglądał tak słodko skradając się w piżamce o północy do kuchni, żeby zjeść lodową kontrabandę.

Cóż, Mikołaju, za dwie minuty odblokują się drzwiczki pralki, a mój syn dojrzał już moje stopy przez kratkę wentylacyjną w łazience. Chyba chce swoją kredkę. Bezpiecznej podróży i pamiętaj, żeby zostawić mokre buty w przedpokoju! Wejdź i napij się herbaty, żebyś się nie zaziębił (zostawiam Ci też aspirynę). Poczęstuj się ciasteczkami ze stołu, ale nie zjedz za dużo i nie nakrusz na dywanie.

Z wyrazami szacunku

Mamusia

czwartek, listopada 26, 2009

Nowe rodzicielstwo

Zupełnie nowe. Lansowane przez tygodniki i miesięczniki o kolorowych, lakierowanych okładkach. Przez telewizyjne programy w których osoby prowadzące udowadniają swoje tezy, nie mówiąc o rzeczywistości.
- Zrywamy z wizerunkiem Matki-Polki! - krzyczą. - Niech matki się zaczną realizować, niech wysadzą nosy z pieluch!
Z drugiej strony programy, w których udowadnia się, że rodzicielstwo jest zbędne, że bezdzietni z wyboru nie powinni być zaszczuwani, że dzieciaci nie powinni się wywyższać, bo to aroganckie...
Jeśli nadal wizja rodzicielstwa utrzyma się w rejonach proponowanych przez media, nie zdziwię się, że przyrost naturalny wśród ludzi umiejących stosować antykoncepcję drastycznie spadnie.
Przykłady?
Jeśli nie uczysz dziecka czytać jeszcze w kołysce metodą Domana, zaniedbujesz jego rozwój.
Koniecznie bądź pogodna, troskliwa i opiekuńcza, wymagająca i doceniająca, karcąca i wspierająca. Jeśli by rozdzierała cię rozpacz, buzowała w tobie złość albo gdybyś miała napad tumiwisizmu, jesteś złą matką.
Musisz być mamą aktywną, mamą zadbaną, realizować się w pracy, bawić z dzieckiem, uczyć je, zdrowo gotować, karmić piersią ile się da, bo to lek na całe zło, mieć zawsze czysto w domu (alergie czyhają z każdej pajęczyny), realizować swoje pasje...

Także i nowe ojcostwo okazuje się być nieznośne dla facetów. Jeśli któryś jest "kurem domowym" to pół biedy -wypocznie przy ładowaniu zmywarki a odstresuje grając z dzieckiem w karty. Gorzej, gdy nie daje sobie rady. Ciekawy artykuł znalazłam w Gazecie Wyborczej.

Te wszystkie lansowane przez media postawy, sposoby postępowania itd. nie są przedstawiane jako alternatywa dla etosu Matki Polki z rękami do kolan od noszenia siatek z zakupami. Są Jedynie Słusznym Trybem Działania. Biada ci, mamo, jeśli w piaskownicy będziesz stawiać babki w dresach i bez makijażu. Biada ci, jeśli dziecku dasz na obiad parówkę. Biada ci... Tematy zapalne tworzą długą listę, wystarczy pozaglądać na emamę ;)

Wciąż zapomina się jednak o jednym. Że każdy powinien mieć wybór drogi. I że człowiek nie żyje po to, by spełniać wymagania innych. Oraz (to tak na marginesie), że rodzicielstwo nie jest dla każdego.

środa, listopada 11, 2009

Patriotyzm

Jan Kasprowicz

Rzadko na moich wargach

Rzadko na moich wargach -
Niech dziś to warga ma wyzna -
Jawi się krwią przepojony,
Najdroższy wyraz: Ojczyzna.

Widziałem, jak się na rynkach
Gromadzą kupczykowie,
Licytujący się wzajem,
Kto Ją najgłośniej wypowie.

Widziałem, jak między ludźmi
Ten się urządza najtaniej,
Jak poklask zdobywa i rentę,
Kto krzyczy, iż żyje dla Niej.

Widziałem, jak do Jej kolan -
Wstręt dotąd serce me czuje -
Z pokłonem się cisną i radą
Najpospolitsi szuje.

Widziałem rozliczne tłumy
Z pustą, leniwą duszą,
Jak dźwiękiem orkiestry świątecznej
Resztki sumienia głuszą.

Sztandary i proporczyki,
Przemowy i procesyje,
Oto jest treść Majestatu,
Który w niewielu żyje.

Więc się nie dziwcie - ktoś może
Choć milczkiem słuszność mi przyzna -
Ze na mych wargach tak rzadko
Jawi się wyraz: Ojczyzna.

Lecz brat mój najbliższy i siostra,
W tak czarnych żałobach ninie,
Ci widzą, że chowam tę świętość
W najgłębszej serca głębinie.

Ta siostra najbliższa i brat ten,
Wybrani spomiędzy rzeszy,
Ci znają drogi, którymi
Moja Wybrana spieszy.

Krwawnikiem zarosłe ich brzegi,
Łopianem i podbiałami:
Śpieszę z Nią razem, topole
Ślą swe westchnienia za nami.

Przystajem na cichych mogiłach,
Słuchamy, azali z ich wnętrza
Taki się głos nie odezwie,
Jakaś nadzieja najświętsza.

Zboża się złocą dojrzało,
A tam już widzimy żniwiarzy,
Ta dłoń swą na czoło mi kładzie
I razem o sprzętach marzy.

A potom, podniósłszy głowę
Do dalszej wstając podróży,
Woła: "Miej radość w duszy,
Bo tylko radość nie nuży.

Podporą ci będzie i brzaskiem
Ta ziemia tak bujna, tak żyzna,
Nią ci Ja jestem na zawsze
Twa ukochana Ojczyzna".

Jakiś złośliwy złoczyńca
Pszeniczne podpala stogi,
U bram się wije niebieskich
W rozpaczy człowiek ubogi.

Jakaś mordercza zaraza
Z głodem zawiera przymierze,
Na przepełnionych cmentarzach
Krzyże się wznoszą świeże.

Jakoweś głuche tętenty
Wskroś przeszywają powietrze,
Kłębią się gęste chmurzyska,
Czyjaż to ręka je zetrze?

Jakaś olbrzymia rzeka
Wezbrała krwią i rozlewa
W krąg purpurowe swe nurty,
Zabiera domy i drzewa.

Jakoweś idą pomruki -
Drży niepoznana puszcza,
Dęby się groźne ozwały,
Cóż to za moc je poduszcza?

A nad tą dolą - niedolą
Poranna nieci się zorza,
Na pieśń mą, Ojczyzny pełną
Spływa promienność jej Boża.

W mej pieśni, bogatej czy biednej -
Przyzna mi ktoś lub nie przyzna -
Żyje, tak rzadka na wargach,
Moja najdroższa Ojczyzna.

czwartek, listopada 05, 2009

Pamiętacie "List do żony"?

"Najdroższa.

Dlaczego moje skarpetki pod krzesłem, to katastrofa, a twoje zużyte płatki kosmetyczne porozrzucane po całym domu to element wystroju?

Dlaczego zostawiony przeze mnie w lodówce pusty talerz cię zadziwia, a normalnym jest, kiedy przelewasz zupę z dużego garnka najpierw w średni, potem w mały, a na końcu w miskę?

Dlaczego prosisz, żebym wziął cię na spotkanie z moimi kolegami, a potem marudzisz, że ci nudno, jesteś zmęczona i chcesz do domu?

Skąd wzięło się twoje przekonanie, że od urodzenia mam dyplom elektryka i ślusarza-hydraulika?

Dlaczego wzgardliwie prychasz widząc na ekranie Seagala i śmiertelnie się obrażasz, kiedy nie chcę z tobą oglądać jakichś kolejnych "Dziewięć i pół tygodnia"?

Dlaczego tak cię drażni, kiedy zaglądam do garnków i tak cię złości, kiedy nie interesuję się twoimi dokonaniami kulinarnymi?

Powiedz, dlaczego ja też mam zachwycać się Angeliną Jolie, chociaż bardziej podoba mi się Pamela Anderson, której ty nie możesz znieść?

Wyjaśnij, dlaczego chory mężczyzna wyzwala w tobie niepowstrzymany potok sarkastycznych uwag, w tym wypomnienie faktu, że z temperaturą 39 stopni robiłaś generalne porządki w mieszkaniu?

Dlaczego po utracie ostatków żelu do golenia okolic bikini tak przeraźliwie bronisz resztek swojego szamponu jak przed inwazją?

Dlaczego wyrzuciwszy jakąś moją rzecz niewinnie wachlujesz rzęsami i mówisz, że nie wiesz o co chodzi, nie masz z tym nic wspólnego, a tak w ogóle, to sam powinienem pilnować swoich rzeczy, przy czym każdego ranka wymagasz, żebym razem z tobą biegał po mieszkaniu w poszukiwaniu twojego grzebienia?

Dlaczego przed wyjściem spędzasz godzinę przed lustrem, a potem informujesz mnie, że zawsze musisz na mnie czekać?

Dlaczego jesteś niezadowolona z walającego się mokrego ręcznika, mimo że na jego miejscu w łazience zawsze suszą się twoje stringi i stanik?

Dlaczego dostajesz szału zauważywszy mój paznokieć na chodniku, a twój włos w garnku z zupą, to coś normalnego?

Dlaczego narzekasz na to, że zakup zimowych opon do auta jest dla mnie ważniejszy niż zakup nowych butów dla żony, choć i u ciebie stwierdzenie "transport publiczny" wywołuje dreszcze?

Dlaczego swoje skarpety pierzesz z białymi koszulami, a moje z dywanikami z łazienki i toalety?

Dlaczego wstydzisz się kupować prezerwatywy, a mnie co miesiąc wysyłasz po podpaski?

Dlaczego jesteś święcie przekonana, że pochlapane lustro w łazience to wyłącznie moja sprawka?

Dlaczego łasisz się do mnie i tulisz, a potem okazuje się, że chciałaś, żeby cię tylko podrapać w plecy?

Dlaczego wymagasz, żebym natychmiast pozbył się hantli, o które ty się wiecznie potykasz, bo zajmują zbyt wiele miejsca, a sama za nic nie chcesz rozstać się z zardzewiałą maszyną do szycia, chociaż szyłaś ostatnio na zajęciach praktyczno-technicznych w siódmej klasie?

Dlaczego przez pół nocy musisz rozmawiać o naszym związku, a kiedy ja rano proszę cię o zrobienie śniadania, nazywasz mnie sadystą, który nie daje ci się wyspać?

Dlaczego po dwie godziny dziennie żalisz się koleżankom przez telefon, że strasznie przytyłaś, a na basen czy aerobik nie masz czasu?

Dlaczego trzeci miesiąc każesz mi powiesić jakąś półkę, skoro sama nadal jeszcze nie wiesz gdzie?

Dlaczego oczekujesz, że przejawię inwencję przy wyborze prezentu, a sama już któryś rok z rzędu dajesz mi zestaw Gilette?

Dlaczego najpierw mówisz, że cię podnieca zarost, a potem mówisz: "Odejdź, kłujesz!"?

Dlaczego, jeśli wydajesz polecenie (na przykład zrobić przemeblowanie, przenieść pianino, wywiercić dziurę w ścianie) i w ciągu pięciu minut ono nie jest wypełnione, ty demonstracyjnie podwijasz rękawy i sama bierzesz się do roboty?

Dlaczego, kiedy dzwonię ze sklepu i pytam co kupić, ty odpowiadasz: "Nic nie trzeba.", a kiedy przychodzę do domu nagle odkrywasz, że nie mamy w domu ziemniaków, chleba ani proszku do prania?

Twój na zawsze..."

piątek, października 30, 2009

Zupełnie inni

Rano, w pracy, przy kawie rozmawiają dwie koleżanki:

- Jak tam Twój wczorajszy sex?

- Beznadzieja... mąż przyszedł do domu, w 3 minuty zjadł obiad, potem 4 minuty bzykania i po dwóch minutach spał... A u Ciebie?

- No u mnie rewelacja mąż przyszedł do domu, zabrał mnie na przepyszna romantyczną kolację. Później przez godzinę wracaliśmy do domu spacerkiem przez miasto, potem świece i godzina przecudownej gry wstępnej.
Następnie godzina nieziemskiego sexu a na koniec wyobraź sobie, że przez godzinę rozmawialiśmy czule ze sobą. Bajka po prostu!

W tym samym czasie rozmawia ze sobą dwóch kolegów:

- Jak tam Twój wczorajszy sex?

- No zajebiście! Przychodzę do domu, obiad na stole, zjadłem, pobzykałem i zasnąłem! A u Ciebie?

- U mnie? Kurwa, u mnie beznadzieja. Przychodzę - nie ma prądu bo zapomniałem zapłacić za rachunek, zabrałem wiec gdzieś starą na kolację, żarcie beznadziejne było i takie drogie, że nie starczyło mi na taksówkę
powrotna i musiałem zapierdalać do domu na piechotę. Przychodzimy kurwa przecież nie ma prądu, więc znowu te cholerne świece. Byłem tak wkurzony, że najpierw przez godzinę nie mógł mi stanąć a potem przez
godzinę nie mogłem się spuścić. na to wszystko tak się wkurwiłem, że przez godzinę jeszcze usnąć nie mogłem.

niedziela, października 25, 2009

Rozsądne gospodarowanie zasobami

Bez niego nie ma życia debet-free, sami przyznacie.
Żeby rozsądnie gospodarować zasobami należy zrobić bilans konta, spisać potrzeby, ustawić je wg priorytetowości i zacząć stopniowo realizować.

No to jazda!

Potrzeby:
* remont w pokoju Dzieciny połączony z wymianą instalacji elektrycznej.
* wymiana mebli w pokoju rzeczonego owocu miłości.
* nowy, ŁADNY dywan do tegoż pomięszczenia.
* najchętniej wymiana mebli kuchennych na drewnopodobne.
* radio / odtwarzacz CD do kuchni.
* ładny jesienny płaszcz.
* biureczko do kompa.
* i tak dalej...

Zasoby:
* kwota na waciki

Aaaaaaaaaaa, chrzanić racjonalne gospodarowanie zasobami! Idę szukać tęczy, na końcu musi być garnek złota!

piątek, października 23, 2009

Dwaj mężczyźni

Stali w sklepie przed regałem z piwem i zawzięcie szukali wyjątkowego gatunku.
- Takie z czarną etykietką, wie pan - podpowiadał jeden.
- Z czarną? To chyba portier był? - zastanawiał się drugi.
Po minucie obserwacji zlitowałam się nad poszukującymi i wskazałam im butelki stojące dokładnie przed ich oczami.
- O, widzi pan, mówiłem, ze musi gdzieś być ten portier...

Pomijając kwestię "portiera" - dlaczego mężczyźni są tak poszukujący? Mój osobisty nie radzi sobie ze znalezieniem a) szalika, b) płyty CD, c) kanału w TV (to ostatnie stanowi doskonałe uzasadnienie dla przecapingowania wszystkich kanałów w kablówce ;)). Ciekawe, czy inni też tak mają ;)

czwartek, października 22, 2009

Lekturnik

Ben-Oni opisuje zmagania swojej rewelacyjnej córki z lekturami szkolnymi. A ja spieszę powspominać swoje zmagania.
W nauczaniu początkowym lektury miałam obskoczone wcześniej zwykle - po prostu rozrywki. Pamiętam, że tytuły w stylu "Pilot i ja" Bahdaja bodajże nawet mnie interesowały. Ale potem przyszła znamienna czwarta klasa i "Janko Muzykant" - którego do dzisiaj nie mogę czytać, o rozważaniach jakichś nie wspominając, "O krasnoludkach i sierotce Marysi" - na moich polonistycznych studiach wypisaliśmy 32 powoy, dla których to nie jest ksiązka dla współczesnego dziesięciolatka... Z lektur w czwartej klasie podobało mi się tylko "Spotkanie nad morzem" - ładna, sensowna i dość ciekawa powieść obyczajowa.
Później było jeszcze gorzej i... W końcu przestałam czytać lektury. Programowo i z zasady. Jeśli coś znałam z wcześniejszego czytania, było ok, jeśli nie - trudno. Do końca życia będę wdzięczka koleżance z liceum, która przeczytała mi na głos Konrada Wallenroda.
A potem poszłam na polonistykę. Studia skończyłam z dobrym wynikiem, będąc jedną z bardziej oczytanych osób na roku. Najmniej oczytane były neistety te, które zapytane, co jadł Gerwazy w VII księdze Pana Tadeusza odpoiwiadały bez zająknienia.
Niestety, nowa szkoła polska idzie w kierunku schematyzacji myślenia - niedługo więc trzeba będzie przeczytać lekturę i zapamiętać, co poeta/prozaik/dramaturg chciał powiedzieć. I wystarczy.
Z drugiej strony - może to da wiecej czasu na prawdziwe oczytanie. Oczytanie, które nie musi obejmować Ogniem i mieczem, ale może Milenę Wójtowicz, Wojciecha Kuczoka czy Jane Austen. Czyli autorów, których w najlepszym wypadku nie ma w kanonie, w najgorszym zaś są kpiąco traktowani - cóż bowiem może nieść ze sobą dobrego jakieś tam fantasy, czy opowieśc o senności?
PS W 2 klasie liceum spodobała mi się Nie-Boska Komedia Krasińskiego, niestety to, co z nią zrobiono na leckjach zabiło we mnie wszelki zachwyt. Wiwisekcja to delikatne określenie.

piątek, października 16, 2009

Zdania rozwinięte

{Ja} Mężu, rozmawiałeś z rodzicami o urodzinach naszego dziecka?
{on} A co?
{Ja} Istnieje ryzyko, ze przyjdą dzisiaj, a my mamy bajzel.
{On} Sobota, niedziela.
{Ja} A mógłbyś mówić zdaniami bardziej rozwiniętymi?
{On} Tak.
{Ja} To jak, rozmawiałeś z nimi?
{On} Sobota, niedziela.
{Ja} I to są zdania rozwinięte?
{On} Tak.
{Ja} [załamka]

środa, października 14, 2009

Piłka kopana

"Dzisiaj gramy ze Słowacją. No, gramy to za mocno powiedziane."
Robert Kantereit, Trójka

Adam Makowicz o muzyce

Ta sama muzyka może być dobra i niedobra - bo dobra muzyka, to ta, która porusza odbiorcę, a odbiorcy są różni.
No właśnie? To jaka jest moja muzyka?
Jaka? Wokalna. Affabre Concinui, Take 6...
Jaka jeszcze? Z tekstem. Waglewski, Staszewski, Maleńczuk.
I jeszcze? Z akustyczną instrumentacją. KULT. Koncerty unplugged artystów, na których nie zwracam zwykle uwagi.
I jazzująca, choć nie każdy jazz jest dla mnie.
Ale swing jak najbardziej.
Niepopularna. Operowa i operetkowa.
Ossssssstra jak jalapeno. Metaliczna.
Zawodząca. Jak Muse.
Szalona. Queenowa.
Grzeczna-niegrzeczna. Bitelsowska.
Po prostu - dobra :)

14 października? No chyba żartujesz...


Z radia

- Co mówi muzyk bezrobotny do muzyka mającego pracę?
- Dwie zapiekanki proszę.

{Filip Jaślar w Trójce}

niedziela, października 11, 2009

Nasi tu byli :)



Po co maszerowali?
Bardzo ładnie odpowiedział na to Wojciech Maziarski:

Ateiści i agnostycy zapowiadają na sobotę marsz na ulicach Krakowa. Duchowni, np. franciszkanin o. Jan Szewek, pytają: właściwie po co?

Nie do mnie to pytanie, ale i tak odpowiem: z tych samych powodów, z jakich katolicy uczestniczą w procesjach Bożego Ciała. Homoseksualiści w paradach równości. Wyborcy w wiecach partyjnych. I tak dalej. Wszystkie te wystąpienia mają ten sam cel zawierający się w haśle: „Niech nas zobaczą”. Poddawanie w wątpliwość sensu publicznego demonstrowania swych wierzeń, przekonań i sympatii ideowych jest równoznaczne z kwestionowaniem fundamentów nowoczesnej demokracji.

Ich postulaty głosiły:
"przestrzegania przez wszystkie organy władzy państwowej zasady neutralności światopoglądowej państwa, zawartej w Konstytucji"; "respektowania zasady równości obywateli wobec prawa bez względu na ich poglądy filozoficzne, religijne lub areligijne, a także funkcję pełnioną w związkach wyznaniowych"; "neutralności światopoglądowej w polskich szkołach publicznych"; oraz "równego traktowania osób wierzących i niewierzących na płaszczyźnie społecznej". Ponadto - "uwzględniania w dialogu publicznym głosu osób niewierzących"; "całkowitego oddzielenia sfer polityki i religii w życiu społecznym"; "zaprzestania finansowania związków wyznaniowych z budżetu państwa oraz rzetelnej"; i "powszechnej i opartej na najnowszych osiągnięciach nauki edukacji seksualnej w szkołach".

Niewiele, a jakże kłuje niektórych, jak uwiera. Nawet najbardziej rozumni, a "skażeni" religią ludzie nie rozumieją potrzeby bycia dostrzeżonym. "Bo przecież nie na darmo Polska nazywana jest krajem katolickim". To ostatnie zdanie kiepsko co prawda broni się w zestawieniu z liczeniem wiernych w kościołach oraz z szeroko pojętą moralnością społeczeństwa, ale cóż - nadal ten szkodliwy stereotyp się utrzymuje.
Wychowałam sie w rodzinie ateistycznej w środowisku, w którym część ludzi chodziła do kościoła, część do cerkwi, część do meczetu. I tak było mi trudno. I tak musiałam stawić czoła oskarżeniom rówieśników o satanizm i inne kulty, uważane za wrogie przez chrześcijaństwo.
Teraz możemy wyjść na ulice. Pokazać się. Nikt w nas nie rzuca kamieniami. Jednak nadal drżę o moje dziecko, wychowywane w najlepszych tradycjach agnostycyzmu i tolerancji dla najróżniejszych przekonań. Ona wie, że jedni wierzą w Jehowę, inni w Allaha, jeszcze inni w co innego, i że różnorodność jest dobra.
Tylko czy to wystarczy?
Dlatego chciałabym, aby takie marsze i inne inicjatywy racjonalistów, ateistów i agnostyków doprowadziły choć do obumarcia stereotypów na nasz temat.
Jeden z uczestników marszu niósł tabliczkę z napisem "Nie wierzę w Boga a mimo to dokarmiam sikorki. Naprawdę!" To "Naprawdę" boli. Chociaż to my nie mamy jakże wygodnej spowiedzi, czyszczącej do blasku nasze sumienia i z popełnionym błędem, złym czynem po prostu musimy żyć, wciąż musimy udowadniać i tłumaczyć, że "naprawdę" nie jesteśmy źli. Że potrafimy być moralni, choć nie mamy religii, która nam podpowiada jak. Że umiemy sobie wyjaśnić, dlaczego umierają bliskie nam osoby w inny sposób, niż osoby religijne. Że nie odczuwamy potrzeby wiary w życie po śmierci, życie wieczne, nieśmiertelną duszę. I że mimo wszystko potrafimy być dobrymi ludźmi.
Boli zdanie powiedziane w dobrej wierze przez koleżankę, mądrą kobietę, która doskonale wychowała synów: "Bo to był taki przyzwoity człowiek, ten X., POMIMO że ateista."
Jeśli wygramy z tym "pomimo", mamy szanse żyć nie na skraju społeczeństwa ale jako jego integralna część. Tak, by dziecko nieidące na religię w przedszkolu nie bawiło się SAMO w kącie - to dla mnie taka alegoria odosobnienia ateisty.

sobota, października 03, 2009

Zagadka

Jaką zabawkę daje Ojciec Dziecinie gdy Matka ma do zrobienia Ekspresowe Tłumaczenie Na Wczoraj?
a) puzzle
b) misia
c) TRĄBKĘ

Idę komuś coś wetknąć w odwłok.

czwartek, października 01, 2009

środa, września 30, 2009

Żywieniowo

{Ja} Co chcesz jutro na obiad?
{On} oj nie wiem, nooo, od spaghetti zróbmy przerwę... Może... Hm...
{Ja} Ty konserwo ty, nic nowego ugotować nie mogę, bo taki jesteś...
{On} O, ja jestem bardzo otwarty na nowości w jedzeniu!
{Ja} Tak, mogę z pełną swobodą podmienić czosnek świeży na granulowany w spaghetti...

Właśnie.
Kto mi podpowie, co na obiad mam zrobić?

wtorek, września 29, 2009

Co by było, gdybym wygrała 40 milionów?

1. Miałabym więcej dzieci.
2. I dom.
3. I ogrodnika, i pokojówkę.
Pracy bym pewnie nie rzuciła, zawsze to jakaś rozrywka :)

niedziela, września 27, 2009

Skąd???

Piorę w pralce narzutę z dzieckowego łóżka, a tu wanna pełna błota.
{Ja} Skąd to błoto? No skąd?
{On} No jak to skąd? Ze wsi!

Aha.

wtorek, września 22, 2009

Stare ale jare

Ilu forumowiczów potrzeba, żeby zmienić żarówkę?

-1 aby zmienić żarówkę i napisać że żarówka została zmieniona
-14 którzy podzielą się podobnymi doświadczeniami przy zmienianiu żarówki i napiszą o tym jak inaczej można było to zrobić
-7 którzy ostrzegą o niebezpieczeństwach grożących przy zmianie żarówki
-1 który przeniesie temat do działu "oświetlenie "
-2 którzy zaczną się kłócić i przeniosą to do działu "Elektryka"
-7 którzy wytkną błędy gramatyczne/ortograficzne w postach na temat wymiany żarówki
-5 którzy pojadą tym co wytykali błędy
-3 którzy poprawią te błędy
-6 którzy będą się kłócić czy pisze się "żarówka" czy "rzarówka" i 6 którzy powiedzą im że są głupi
-2 profesjonalnych elektryków którzy poinformują wszystkich że mówi się "lampa"
-15 wszechwiedzących którzy twierdzą że siedzieli w tym temacie i mówi się "żarówka"
-19 którzy napiszą że to forum nie jest o żarówkach i powinno się to przenieść na forum o żarówkach
-11 którzy obronią temat mówiąc że wszyscy używają żarówek więc temat pasuje
-36 którzy będą debatować która metoda zmieniania żarówek jest lepsza, gdzie kupić żarówki, jakiej marki i które są wadliwe
-7 którzy podeślą linki gdzie można zobaczyć różne przykłady żarówek
-4 którzy napiszą że te linki nie działają i podeślą nowe
-13 którzy zacytują kilkanaście postów pod cytatami pisząc: "Ja też"/"Zgadzam się"
-5 którzy napiszą że odchodzą z forum bo nie mogą dłużej znieść kontrowersji wokół żarówek
-4 którzy napiszą że "BYŁO!"
-13 którzy napiszą żeby "szukać" zanim napisze się kolejne pytania o żarówki
-1 który zrobi mały hijack i zapyta się jak wymienić klakson
-1 nowy który odpowie na oryginalny post po pół roku i zacznie temat od nowa

PS Czy ktoś wie, jaka żarówka energooszczędna ma 5 cm lub mniej od nasady gwintu?

poniedziałek, września 21, 2009

Wyguglane :)

Trzy dowody na to, że Jezus był Meksykaninem:

  1. Miał na imię Jezus
  2. Był dwujęzyczny
  3. Władze go nie lubiły

Ale możemy też wysnuć wniosek, że Jezus był czarny:

  1. Mówił do wszystkich „bracie”
  2. Lubił Gospel
  3. Nie miał uczciwego procesu

Równocześnie jednak mamy dobre argumenty na to, że Jezus był Żydem:

  1. Wszedł w Interes Ojca
  2. Mieszkał w domu aż do ukończenia 33 lat
  3. Był pewien, że jego Matka była dziewicą, a ta z kolei była pewna, że On jest Bogiem

Znakomicie możemy udowodnić też, że Jezus był Włochem:

  1. Gestykulował
  2. Pił wino do każdego posiłku
  3. Używał oliwy z oliwek

Udowodnimy też niezbicie, że Jezus był Kalifornijczykiem:

  1. Nigdy nie obcinał włosów
  2. Chodził boso
  3. Rozpoczął nową religię

Równocześnie możemy przypuszczać, że Jezus był Irlandczykiem:

  1. Nigdy się nie ożenił
  2. Ciągle opowiadał różne historie
  3. Uwielbiał jarzynki i wszelakie zielsko

Choć z pewnością najdalej idącym wnioskiem jest ten, że Jezus był kobietą:

  1. Musiał nakarmić tłumy akurat wtedy, kiedy nie było nic do jedzenia
  2. Usiłował nauczać facetów, którzy nic nie rozumieli
  3. Nawet gdy był już martwy musiał wstać, bo ciągle miał coś do zrobienia

piątek, września 18, 2009

Ogłoszenie


Ale osssochozzzzzzzi?

List do żony

"Najdroższa.

Dlaczego moje skarpetki pod krzesłem, to katastrofa, a twoje zużyte płatki kosmetyczne porozrzucane po całym domu to element wystroju?

Dlaczego zostawiony przeze mnie w lodówce pusty talerz cię zadziwia, a normalnym jest, kiedy przelewasz zupę z dużego garnka najpierw w średni, potem w mały, a na końcu w miskę?

Dlaczego prosisz, żebym wziął cię na spotkanie z moimi kolegami, a potem marudzisz, że ci nudno, jesteś zmęczona i chcesz do domu?

Skąd wzięło się twoje przekonanie, że od urodzenia mam dyplom elektryka i ślusarza-hydraulika?

Dlaczego wzgardliwie prychasz widząc na ekranie Seagala i śmiertelnie się obrażasz, kiedy nie chcę z tobą oglądać jakichś kolejnych "Dziewięć i pół tygodnia"?

Dlaczego tak cię drażni, kiedy zaglądam do garnków i tak cię złości, kiedy nie interesuję się twoimi dokonaniami kulinarnymi?

Powiedz, dlaczego ja też mam zachwycać się Angeliną Jolie, chociaż bardziej podoba mi się Pamela Anderson, której ty nie możesz znieść?

Wyjaśnij, dlaczego chory mężczyzna wyzwala w tobie niepowstrzymany potok sarkastycznych uwag, w tym wypomnienie faktu, że z temperaturą 39 stopni robiłaś generalne porządki w mieszkaniu?

Dlaczego po utracie ostatków żelu do golenia okolic bikini tak przeraźliwie bronisz resztek swojego szamponu jak przed inwazją?

Dlaczego wyrzuciwszy jakąś moją rzecz niewinnie wachlujesz rzęsami i mówisz, że nie wiesz o co chodzi, nie masz z tym nic wspólnego, a tak w ogóle, to sam powinienem pilnować swoich rzeczy, przy czym każdego ranka wymagasz, żebym razem z tobą biegał po mieszkaniu w poszukiwaniu twojego grzebienia?

Dlaczego przed wyjściem spędzasz godzinę przed lustrem, a potem informujesz mnie, że zawsze musisz na mnie czekać?

Dlaczego jesteś niezadowolona z walającego się mokrego ręcznika, mimo że na jego miejscu w łazience zawsze suszą się twoje stringi i stanik?

Dlaczego dostajesz szału zauważywszy mój paznokieć na chodniku, a twój włos w garnku z zupą, to coś normalnego?

Dlaczego narzekasz na to, że zakup zimowych opon do auta jest dla mnie ważniejszy niż zakup nowych butów dla żony, choć i u ciebie stwierdzenie "transport publiczny" wywołuje dreszcze?

Dlaczego swoje skarpety pierzesz z białymi koszulami, a moje z dywanikami z łazienki i toalety?

Dlaczego wstydzisz się kupować prezerwatywy, a mnie co miesiąc wysyłasz po podpaski?

Dlaczego jesteś święcie przekonana, że pochlapane lustro w łazience to wyłącznie moja sprawka?

Dlaczego łasisz się do mnie i tulisz, a potem okazuje się, że chciałaś, żeby cię tylko podrapać w plecy?

Dlaczego wymagasz, żebym natychmiast pozbył się hantli, o które ty się wiecznie potykasz, bo zajmują zbyt wiele miejsca, a sama za nic nie chcesz rozstać się z zardzewiałą maszyną do szycia, chociaż szyłaś ostatnio na zajęciach praktyczno-technicznych w siódmej klasie?

Dlaczego przez pół nocy musisz rozmawiać o naszym związku, a kiedy ja rano proszę cię o zrobienie śniadania, nazywasz mnie sadystą, który nie daje ci się wyspać?

Dlaczego po dwie godziny dziennie żalisz się koleżankom przez telefon, że strasznie przytyłaś, a na basen czy aerobik nie masz czasu?

Dlaczego trzeci miesiąc każesz mi powiesić jakąś półkę, skoro sama nadal jeszcze nie wiesz gdzie?

Dlaczego oczekujesz, że przejawię inwencję przy wyborze prezentu, a sama już któryś rok z rzędu dajesz mi zestaw Gilette?

Dlaczego najpierw mówisz, że cię podnieca zarost, a potem mówisz: "Odejdź, kłujesz!"?

Dlaczego, jeśli wydajesz polecenie (na przykład zrobić przemeblowanie, przenieść pianino, wywiercić dziurę w ścianie) i w ciągu pięciu minut ono nie jest wypełnione, ty demonstracyjnie podwijasz rękawy i sama bierzesz się do roboty?

Dlaczego, kiedy dzwonię ze sklepu i pytam co kupić, ty odpowiadasz: "Nic nie trzeba.", a kiedy przychodzę do domu nagle odkrywasz, że nie mamy w domu ziemniaków, chleba ani proszku do prania?

Twój na zawsze..."

Wyrzuty sumienia

Młoda pisarka napisała o swoich literackich wyrzutach sumienia, czyli książkach, które powinno się znać, ale jest nam z nimi nie po drodze. Nie jest jednak, jak sądzi, jedyną anglistką, która nie czytała "Moby Dicka" ;)
1. "Wichrowe wzgórza" - słuchałam audiobooków po polsku i angielsku, ale żebym dała radę to przeczytać, powiedzieć nie mogę. Po kilkunastu stronach zaczynam przeskakiwać całe ustępy, bo nudno. Ale ględzić przy dzierganiu może.
2. "Gra w klasy" Cortazara. I nie dam sobie wmówić, że to jest czytalne. No way. To jest absolutnie niestrawne.
3. "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego. Zbrodnią jest zmuszanie licealistów do czytania tego pisarza.
4. "Anna Karenina" Tołstoja, zaczęta i rzucona. Do dziś pamiętam egzamin z literatury rosyjskiej i pytanie profesora wygłoszone tonem roznamiętnionym: "A czy Pani potrafiłaby tak kochać?"
5. "Madame Bovary" Flauberta" - co za nudy!
6. "Pan Tadeusz" Mickiewcza - tak tak,. jedyna polonistka, która nie przeczytała "PT" :) Fragmenty znam na pamięć, całości nigdy nie przebrnęłam.

wtorek, września 15, 2009

Porannie

Godzina 6:20. On zbiera się do pracy, ja włączam kompa żeby pobawić się, zanim dziecko wstanie.
{On} Taki piękny dzień na spanie a ty już przy kompie siedzisz...

niedziela, września 13, 2009

Uczyć, nie uczyć?

Nie jestem fanką przedszkolnej edukacji językowej, bo w takim wymiarze czasu to to nie jest żadne osłuchanie z językiem, o zapamiętaniu słownictwa czy zwrotów nie mówiąc. Wymaga też dużo pracy od rodziców w domu, a tego rodzice na ogół nie robią, nawet jeśli znają angielski.
Ja jako ja zaczęłam się uczyć angielskiego w liceum, po maturze mówiłam bardzo dobrze, a po dwóch latach kursów - biegle.
Ludzie lubią powtarzać schematyczne i stereotypowe opinie o uczeniu dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym języków obcych.
1. Dzieci w takim wieku uczą się języków najszybciej. PRAWDA, ale wrzucone w obcojęzyczne środowisko, 2x30 min czy 2x45 min. to tygodniowo zaledwie kropelka w morzu i niewiele daje.
2. Dzieci muszą się osłuchać z językiem, zanim zaczną się uczyć "naprawdę" - FAŁSZ - w pierwszej klasie dzieci "przerabiają" owoce, warzywa, nazwy zabawek i "hello". W drugiej klasie nazwy zabawek, "hello" i warzywa. W trzeciej klasie warzywa, "hello" i zabawki. A potem w czwartej klasie zaczynamy od "Hello" i warzyw, bo teraz zaczyna się "prawdziwa" nauka. To nie jest osłuchiwanie, a uwstecznianie dziecka.
3. Dzieci, które zaczęły się uczyć języka w przedszkolu, lepiej opanują język w przyszłości. FAŁSZ. Brak jakichkolwiek badań popierających tę tezę.

piątek, września 11, 2009

Motywacja wizualna

{Ona z okienka} W dniach 28-30 września stacja jest nieczynna.
{On zza kierownicy} A to musi pani jakąś kartkę z informacją wywiesić!
{Ona} Przecież wisi!
{On} O, nie zauważyłem, może jakąś gołą panią koło tej kartki wywiesić? Wszyscy przynajmniej przeczytają...

poniedziałek, września 07, 2009

Czymże jest mąż?

Co każda kobieta wiedzieć powinna
(i czego prawie każda prędzej czy później się dowiaduje)
sł. Ogden Nash
tł. Stanisław Barańczak

Mąż jest to coś, z czym żona musi się zżyć i jakoś to znosić, choćby z piersi wyrywał
jej się okrzyk "Biada!" oraz coś, z czym wieczorem się wieczerza, a rano śniada.

Mężowie nie mają pojęcia o obowiązkach rodzica i zdolności zapamiętania, kiedy przypada rocznica.
Wydaje im się natomiast, że po całych tygodniach zaniedbywania żon i czynienia z nich
melancholiczek wszystko można naprawić jednym głośnym cmoknięciem w policzek.

Kiedy się im uświadamia całą okropność ich tego czy innego postępku, słuchają w sposób
demonstracyjnie cierpliwy, z nieznośnym uśmieszkiem wyższości i myślą: "Och, zaraz jej
przejdzie, niech się tylko do końca wyzłości".

Wchłaniają coctaile w tempie szybszym, niż organizm jest je w stanie przyswoić, a gdy
im rzucić ostrzegawcze spojrzenie, robią minę męczennika, którego kat-sadysta usiłuje
rwać obcęgami i zarazem moralnie gnoić.

Gdy chodzi o przejście pięciu mil dzielących ich od pola golfowego, objawiają
nadzwyczajną raźność, natomiast byle wzmianka o pomocy w zmywaniu naczyń wprawia
ich w stany letargiczne i wdaje się wtedy w wywód na temat: "Kobiety jako istoty z
natury nierozsądne i nielogiczne".

Zmuszenie ich do wstania z łóżka albo pójścia spać o tej samej porze co żona wymaga
nadzwyczajnego trudu.

A kiedy się wykonuje jakąś prostą, codzienną i naturalną czynność, jak na przykład
nacieranie twarzy kremem albo poprawianie warg szminką, zachowują się, jakby byli
przekonani, że ich żona praktykuje czarną magię albo wręcz jest szamanką religii
Voodoo.

Stać ich na dzielność, opanowanie i niewzruszony spokój, gdy w grę wchodzą choroby,
to znaczy oczywiście choroby grożące ukochanej osobie. Natomiast, kiedy sami dostają
kataru lub niestrawności, można by sądzić, że są już obiema nogami w grobie.

Gdy jest się z nimi sam na sam, nie dbają o drobne przejawy kurtuazji i urok ich znika
kompletnie albo co najmniej w połowie. Ale im większe towarzystwo, tym żwawiej
podsuwają żonie krzesła, popielniczki i tace z kanapkami, i to z takim mnóstwem
ukłonów i szurnięć, że aż by się chciało dać im tym krzesłem czy tacą po głowie.

Mężowie to doprawdy przejaw życia irytujący i niewydarzony, i trudno pojąć kaprys
Opatrzności, który większości z nich dał głęboko kochające i oddane żony.

wtorek, sierpnia 25, 2009

Kopciuszek

Dramatis personae:
Mój
Ona Kopcąca
Dziecię
Miejsce akcji: Dworzec autobusowy

Mój (do Kopcącej): Proszę z tym papierosem przejść dalej, dym leci prosto na moje dziecko.
Kopcąca: O tym, gdzie stoję, będę decydować ja!
Mój: [staje tyłem do Kopcącej, osłaniając Dziecię przed dymem plecami]
Kopcąca: [rzuca niedopałek w taki sposób, by dym leciał dalej - prosto na nas]

Kurtyna

Tak to jest, gdy myli się w niedorobionych główkach wolność z bezmyślnością a asertywność z chamstwem. Prawdę powiedziawszy byłam w szoku. Nie mamy nic do palaczy, póki na nas nie dymią, ale tu miałam ochotę zasunąć z laczka, że sparafrazuję poetę. Bo palacz, który zachowuje się jak rzeczona Kopcąca po tym, jak go poproszono o przesunięcie się o 3 metry, jest ekhm, chwastem, a nie równorzędnym partnerem do dyskusji.
PS Na stanowisku autobusowym były 2 ławeczki, wszyscy pasażerowie w sumie byli na zawietrznej Kopcącej - niektórym to nie przeszkadzało, ale czterolatek chyba nie musi się wędzić, hę?

sobota, sierpnia 01, 2009

Porady dla Młodych Mężatek

Dziewczyny na emamie poszły na całość :)
Oto parę wyjątków:
  • nie próbuj zmieniać męża (chyba, że na innegotongue_out) wzięłaś go z wadami i zaletami -Ty też takowe maszwink
  • nie próbuj stawiać na swoim za wszelką cenę -małżeństwo to sztuka kompromisu (tak mówią), ale obie strony mają być 'wygrane'smile
  • nie poświęcaj się całkowicie małżeństwu i nie rezygnuj z własnych pasji czy zainteresowań
  • żonie też mówimy dzień dobry, proszę i dziękuję
  • pytanie: "umiesz/lubisz prasować koszule?" tylko z pozoru jest niewinne
  • kobieta nie wiąże się z facetem po to, żeby poprawiać błędy wychowawcze po rodzicach
  • szybko nauczyć się odróżniać pierdoły od konkretów
  • moja babcia mawiała "mąż w chałupie to wrzód na dupie"
Polecam lekturę całego wątku.

piątek, lipca 31, 2009

Po co człowiekowi zmysły?

Ona: Jadę sobie dziś rowerkiem główną drogą z prędkością 25 km, a koło mnie śmiga tir z kurami, smród mnie prawie zepchnął do rowu...

czwartek, lipca 23, 2009

czwartek, lipca 16, 2009

Telefon

Zadzwonił mój brat.
- Cze, wiesz kto mówi? Nie? No Gregorio oczywiście. Ty, daj adres bo zaproszenia ślubne wysyłam... No, czekaj, wezmę długopis, bo jedziemy właśnie tort zamówić, a ty w ciąży nie jesteś? No, mam, to ja zapisuję i wysyłam zaproszenie, potwierdzenie bycia na weselu do dzisiaj, ale przecież i ta przychodzisz, to się nie przejmuj...

***

środa, lipca 15, 2009

Bree?

Sąsiadka ma męża na urlopie. Właśnie wygoniła go pod blok ze stertą dywanów i on biedny trzepie. A że z wyglądu zawałowiec (a w słońcu ponad 40 stopni), to skojarzenia z Bree są nie do opanowania ;)

Chromisz?


Ankieta dla przemózgów z onetu.

wtorek, lipca 14, 2009

Co mnie wkurza

  • durni rowerzyści wyśmigujący mi nagle zza ramienia
  • mały żonek wyjmujący do śniadania JEDNĄ miskę i JEDNĄ łyżkę, choć jemy oboje
  • upał
  • pryszcze
  • oraz sucha skóra
  • wkładanie usyfionej łyżeczki do dżemu/miodu i uprzejme zdziwienie kilka dni później, że się zepsuł
  • okruchy na stole, przy którym się je
  • koleżanki, które każą przyjść natychmiast i już a potem nie czekają na człowieka i nie odbierają telefonów
  • dziecina wskakująca do łóżka rodziców o 4 rano
  • i świat jako całokształt

poniedziałek, czerwca 15, 2009

Wikipedia wie, kim jestem :)

Apateizm (ang. apatheism) to przekonanie, założenie lub zaakceptowanie poglądu, że Bóg i religia nie mają znaczenia dla ludzkiego życia. Termin ten to neologizm, powstały z połączenia słów ateizm i apatia, po raz pierwszy użyty w roku 2003 przez Jonathana Raucha w The Atlantic Monthly w artykule zatytułowanym Let It BeThe greatest development in modern religion is not a religion at all - it's an attitude best described as "apatheism" (ang.).

Kino niemęskie

Zmuszony przez Siłę Wyższą (w mojej skromnej osobie) mój Drugi Połówek aka Ukochany Małżonek obejrzał ze mną "Był sobie chłopiec" z Hugh Grantem. Przez większość czasu jednak zamiast śledzić akcję i słuchać języka Hugha, zastanawiał się, czy dałoby się rzeczywiście prowadzić takie życie jak bohater filmu. Nie pracować, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić... Rozważania dotyczące potencjalnych rozkoszy takiego życia mieszały się z okreśeniami "Co za próżniak, co za gamoń, ale nierób."
A Wy?
Jak myślicie?
Dałoby się?
PS Film uważam za wspaniały, książkę za jeszcze lepszą - szczerze polecam :)

Pseudointelektualistka w czarnym swetrze

Lubi się uchodzić za mózga i ętelygęta, oj lubi... Człowiek sobie stwarza spójny wizerunek i nijak nie chce przed sobą nawet, a co dopiero przed innymi, przyznać, że to kreacja ;)
Młoda pisarka napisała, że po butelce wina człowiek się zaczyna przyznawać, a to że Meatloafa czy inszego Roxetta lubi, a to ze ogląda w tv filmy z cyklu "Okruchy życia"...
A ja się mogę przyznać bez wina, że o ile muzycznie to ja jestem w magicznym kręgu Maleńczuka, Kazika, Starszych Panów i "Wielkiego Amerykańskiego Śpiewnika" by Rod Stewart, o tyle pod inne intelektualne chrypki nie podpadam.
Nie mam czarnego swetra ani pamiątkowych glanów...
Nie czytałam "Pana Tadeusza" / "Gry w klasy" / "Ulissessa"...
Nie zamierzam wdawać się w dyskusje o teorii strun...

Nie czuję się intelektualistką.

Ja tylko lubię wiedzieć.

I kręcą mnie filmy z Hugh Grantem, i Jane Austen lubię, i w ogóle mam zamiłowania szalenie pensjonarskie.
Taka jestem naprawdę.
Dlatego wracam do zaczętej robótki, a zaraz nastawię sobie "Nad Niemnem". I znów szczerze się wzruszę, bo "ta gałązka jarzębiny tak pięknie pani włosy ubiera".

Ale i tak jestem za mundra i robię sobie tym wrogów :/ Nie puszczam non-stop Vivy dziecku. Nie wiem, kto to jest (tu wstawić nazwisko dowolnego bohatera plotkarskich portali). Dużo czytam. I tak dalej.

Nie pasuję ani tu, ani tam. I, kurczę, nie macie pojęcia, jak mi z tym dobrze. Znalazłam sobie swoją małą, własną niszę. Serwuję w niej dowolnie wybrane napoje poza zwykłym piwem ;) Zapraszam do dołączenia.

środa, maja 20, 2009

Pozwolę sobie pęc...

...ze śmiechu.

"Przed ślubem:

Ona: Cześć!!!
On: No nareszcie, już tak długo czekam!
Ona: Może chcesz, żebym poszła?
On: Nie! Co ci przyszło do głowy?
Ona: Kochasz mnie?
On: Oczywiście! Cały czas!
Ona: Czy mnie kiedyś zdradziłeś?
On: Nie! Nigdy! Dlaczego pytasz?
Ona: Chcesz mnie pocałować?
On: Tak, cały czas mam na to ochotę!
Ona: Czy byś mnie kiedykolwiek uderzył?
On: Zwariowałaś? Przecież wiesz, jaki jestem!
Ona: Czy mogę ci zaufać?
On: Tak.
Ona: Kochanie...

Siedem lat po ślubie: czytaj od dołu w górę .."

Przeczytane u Młodej Pisarki

Po 6 latach na forum nadal nie przestaje mnie zadziwiać

że są ludzie, którzy nigdy nie uwierzą w antybiotyki czy szczepienia i inne, naukowo udowodnione, przebadane, wypróbowane na milionach ludzi, wiarygodne metody -

a wystarczy im minuta i przeczytanie kilku podejrzanych stron w necie, żeby natychmiast, bez mrugnięcia okiem, całkowicie i bezgranicznie uwierzyć w [bzdury].
Tu całość!

Mnie też to wszystko zadziwia. I dlatego wrzucam tu linkę i cytat, zeby nie zapomnieć o zdrowym rozsądku.

wtorek, maja 19, 2009

Straty taty


No cóż, straciłam bezpowrotnie ponad dwie godziny życia - za to w jakich okolicznościach! Wśród obrazów, muzeów, kaplic i tajemniczych znaków...
Nie da się ukryć, że dobre książki, a przynajmniej niezłe, niekoniecznie pozwalają się dobrze sfilmować. Co z tego, że kwiat aktorstwa, że muzyka anielska, że fabuła dobra, że wnętrza cudowne, jeśli clou znika w obrazach, bo da się oddać tylko w słowie - i to słowie pisanym.
Tak, "Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna czytał się bardzo potoczyście, zgrabnie i wciągająco opisane wydarzenia splatały się w rozważaniami nieco bardziej intelektualnymi... A film wygląda, jakby ktoś próbował ułożyć cały obrazek z niekompletnego zestawu puzzli.
Nie wiem, czy zaryzykuję "Anioły i demony". Nawet pomimo Toma Hanksa, który zaskakująco świetnie sprawdził się w roli profesora Langdona. I który ma na pieńku z Watykanem (jakie to urocze i przydatne marketingowo).

poniedziałek, maja 18, 2009

Z Forum Humorum

ardal: Przepraszam, a "dyslekcja" to niechęć do lekcji ?

nessie-jp: Otóż to :) Oprócz tego cierpię jeszcze specyficznie na dysmatematykę i
dysgeografię (ze szczególnym naciskiem na dysrzeki i dysdopływy), a naukę
lubianego przedmiotu, jakim jest historia, zawsze utrudniała mi przykra
przypadłość, jaką jest daleko posunięta dyschronologia...

A ja mam dyschemię ze szczególnym naciskiem na dysroztwory oraz dysfizykę, a dokładniej dystermodynamikę ;)

sobota, maja 16, 2009

Dialogi domowe

{Dziecina} Mmm, jak ja lubię spaghetti, to moja ulubiona potrawa!
{On} No, ja też lubię spaghetti. Jedna z moich ulubionych rzeczy do jedzenia.
{Ja} A jakie są te inne ulubione?
{On} Wszystko, co ty ugotujesz, kochanie.
{Ja} (w duchu) Jasne, zwłaszcza pizza z pizzerii X.

Chwilę wcześniej:
{Ja} Czy wiesz, że za miesiąc stuknie nam 12 lat bycia razem?
{On} A ty z każdą chwilą lepsza, jak wino.

Co on przeskrobał? ;)

środa, maja 13, 2009

Krótkie pytanie

Czy małżeństwo zawarte z osobą chorą psychicznie, gdy ta choroba jest utajona przed małżonkiem nie jest nieważne?
Wobec czego czy zasadnicze zagadnienie mojej ukochanej Jane Eyre nie jest kompletnie pozbawione sensu - a pan Rochester mógł spokojnie żenić się z Jane?

wtorek, maja 12, 2009

Political Correctness?

Erotyczny spot obraża kobiety
I pomyśleć, że mnie się wydawało, że dziwna jest reklama robiąca głupka z faceta. Sami popatrzcie na jego minę w tej reklamie...

Skąd tyle rozwodów?

Znalazłam na emamie:


kasia191273 napisała:

Schizofrenia oczekiwań.

Chcemy miłości szalonej, ekscytującej, jak grom z jasnego nieba i żeby ten grom trwał całe życie.

Jednocześnie rodziny jak z opowieści babci: z gromadka dzieci, z pachnącym ciastem, z mężem utrzymującym dom.

Własnego rozwoju zawodowego, robienia kariery i niezależności.

I pewnie jeszcze paru innych sfer, a wszystkie oczywiście naraz.

Sama nie wiem, jak się w tym odnaleźć, ale sądzę, że kiedyś , kiedy ludzie tych oczekiwań mieli mniej, żyło się łatwiej i zgodniej.

Tylko że czasu zawrócić się nie da.



A ja dodam od siebie, że często te "oczekiwania" nie są oczekiwaniami naszymi a wmówionymi nam przez otoczenie. Jak się nie zresetujesz z koleżankami raz na miesiąc to jesteś pod pantoflem chłopa, jak nie pracujesz to jesteś kurą domową / utrzymanką, jak nie masz dzieci, jesteś niepełną kobietą...
I dziw się człowieku, że tak źle jest ci czasem na świecie.

poniedziałek, maja 11, 2009

Co się stało z Mary i Kitty?

Jak potoczyły się losy Miss Bingley? I za kogo wyszła za mąż Miss Darcy?
No tak, znów wsiąkłam, przyznaję się z ręką na sercu. Przychodzi lato, a ja od razu ruchem niewymuszonym myk! I Jane Austen na tapecie.


"Pride and Prejudice" przerobiłam już tyle razy, że fragmentami mogę z pamięci.


"It Is a Truth Universally Acknowledged, That a Single Man in Possession of a Good Fortune, Must Be in Want of a Wife."

Co takiego jest w Jane Austen, czego nie ma w Bolesławie Prusie? Co sobą reprezentuje Charlotte Bronte, że Orzeszkowa jej do pięt nie sięga? Czemu Emily Bronte jest lepsza od Nałkowskiej?


Chciałabym móc powiedzieć, że to coś więcej ponad fakt, iż polscy pisarze dziewiętnastowieczni (celowo porównuję Austen i Bronte do naszych późniejszych twórców, w romantyzmie to w ogóle nie ma o czym gadać, poza "chłopcem pięknym i młodym" czy innym tam Konradem tym lub owym) są tylko nazwiskiem gorsi, że Polacy lubują się w zagraniczności. Ale obawiam się, że to jedyne wyjaśnienie. Antypatia do lektur aż bucha z każdego (nie wyłączając piszącej te słowa) tylko dlatego, że lektury TRZEBA czytać. A Austen polecają mi przyjaciółki. Do niedawna ludzie bulwersowali się, że młodzież czyta bryki, że nie czyta, a ogląda filmy na podstawie powieści "do zmęczenia" na lekcje polskiego. Potem, że słucha audiobooków.


Teraz jednak poszli o krok dalej w odmóżdżaniu się/unikaniu wysiłku.


W sieci znaleźć można audiobooki (książki dźwiękowe) nie z treścią takiego "Potopu" czy "Quo vadis" ale... Audiobooki bryków. Streszczenia w formie dźwiękowej.


Szukając czegoś fajnego do posłuchania przy mocno manualnych zajęciach trafiłam na audiobryki.


I z całą mocą stwierdzam, ze nic mnie nie zdziwi.






No, chyba że nagle czytanie lektur stanie się MODNE. Wtedy nastąpi koniec świata, rozewrą sie niebiosa i takie tam pomniejsze atrakcje dotkną maluczkich.





Ale zaraz, czekajcie. A jakby tak nie zmuszać? E, nie, głupstwa mi chodzą po głowie, wszak uczeni niezmuszony do czynności, czynności tej nie wykona albowiem puste są jego zwoje mózgowe. Tako rzecze MEN i macki jego.

czwartek, maja 07, 2009

Klik! Kobieta Nieprasująca ma podobny problem.
Otóż Wasza na zawsze Truscaveczka również cierpi na podobną przypadłość. Fakt faktem, przepracowywać się nie lubi, jednak zawsze cierpi, kiedy jej działania nie mają Wyższego Sensu. Spacer dla spaceru? O, nie! Trzeba mieć na trasie jakieś punkty obowiązkowe (a to jakiś sklep, a to odległa biblioteka). Siedzenie na placu zabaw z Młodzieżą? Never! No, chyba że z audiobookiem w uszach i drutami w rękach.
Bo Truscaveczka nie umie być sama ze sobą i nie potrafi typowo odpoczywać. Żadnego relaksu na maksa, żadnej bezczynności - to męczące bardziej od wysiłku. Żadnych technik relaksacyjnych - bo są bardziej wkurzające od rzeczywistego źródła stresu.
Najlepiej się bowiem odpoczywa coś robiąc, czyż nie?

środa, maja 06, 2009

Wspaniała perspektywa

{Ja} ...i kredyt mamy rozłożony na 30 lat...
{Ona} więc musisz z chłopem jeszcze tyle wytrzymać?

O, cholera, ale mam pecha ;)

wtorek, maja 05, 2009

Zwinęłam ładnie słuchawki do komórki z zestawem głośnomówiącym i włożyłam starannie do czegoś, kątem umysłu zdając sobie sprawę "nie znajdę ich w takim miejscu". Miałam rację, jak zwykle.
Gdyby ktoś się natknął na bezpańskie słuchawki stereo do Nokii, to uprzejmie przypominam, ze stęskniona właścicielka czeka. Nie dają się przekupić, nie należy też im wymyślać nowego imienia. Ze starym czują się zupełnie nieźle.

Zaćmienia umysłowe chodzą jednak parami.
Coś mnie podkusiło do upieczenia chleba bez zakwasu. Gdyby ktoś reflektował na bułkę tartą bez tarcia, zapraszam.

poniedziałek, maja 04, 2009

Moje ulubione miasto?

Znów w akcji

Ciekawe, że ludzie nie reagują nawet zadzwonieniem po policję :/
Nb. jak wygląda dzwonienie na policję z komórki? Czy 112 mnie przekieruje do centrali alarmowej w moim mieście? Czy 200 km dalej? Jeszcze pamiętam zawaloną halę na wystawie gołębi i niemożność dodzwonienia się na telefon alarmowy.

niedziela, maja 03, 2009

Poranne ócz przetarcie

Co może obudzić człowieka o 6:20 rano w sobotę, 2 maja (przypominam, święto flagi ustanowione przez niezapomnianego Ola K.)?

a) ptasie trele

b) dziecina łażąca po mnie

c) administracja przycinająca drzewa piłą łańcuchową

"Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby se czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, kurwa, inteligent załatwiony na dzień cały! Wrócicie napierdalać jak siądę do pracy"
Dzień Świra oczywiście.
Komuś cegła upadła na głowę - zapewne z jakiegoś powodu...

czwartek, kwietnia 30, 2009

Kino krzepiące


Ostatnio się krzepię. Wiadomo, cukier krzepi, wódka lepiej, ale u mnie padło na filmy - bo cukru to już chyba zjadłam dawkę za jakieś kolejne 20 lat życia.
Pierwsza pigułka to "Women" z moją ulubioną blondynką. I paroma innymi aktorkami, które są urocze/wredne/zabawne/antypatyczne/sympatyczne.
Film zrobiony przez kobiety, występują tylko kobiety i jest o tym, jakie rodzaje układów miedzy kobietami mogą występować, do czego to prowadzi i że co prawda nie wszystko dobrze się kończy, bo nie wszystko musi, ale danie samej sobie szansy pomaga wyjść na prostą.

czwartek, kwietnia 23, 2009

Zapora Hoovera

Ja: czy odczuwasz taki trynd, że jak kobieta ma dobry humor, to jej rodzina ma dobry humor, a jak kobieta ma zły, to rodzina się odyma i obraża?
Ona:
trynd? trynd? to jest betonowy pewniak, pierniczona zapora Hoovera po prostu!! Która zresztą doprowadza mnie do szału. Jak jestem zła chciałabym pociechy, a tymczasem jak mnie siada humor i robię się warkliwa, chłop robi sie warkliwy do kwadratu, po dzieciach się wścieka i efekt jest taki, ze zamiast się spokojne powkurzać i zostać popocieszana, musze sama się zbierać i pocieszać chłopa :[

niedziela, kwietnia 12, 2009

Spowiedź :)

Jestem ateistką z dziada-pradziada, nigdy nie byłam częścią religii chrześcijańskiej i być nie zamierzam.
Śledzę z zapartym tchem programy dokumentalne o pochodzeniu chrześcijaństwa, Jezusie i jego czasach, podobnie jak pasjonują mnie mity celtyckie, japońskie i inne.
Dziecko z koszyczkiem było. Bo i czemu nie? To atrakcja dla dziecka. Tak samo jak sypanie kwiatków na procesji. Gdyby w naszej okolic odbywały się obrzędy innych religii i kultów, też pewnie byśmy tam trafili.
I nie odstawiam talibskich cyrków z nienawidzeniem czarnych, ignorowaniem świąt itp. W grudniu mieliśmy choinkę i karpia, a nawet Młoda skądeś dostała taką małą, ładniutką stajenkę. W czerwcu puszczaliśmy wianki. Równym szacunkiem darzymy wszystkie kulty, braki kultów i przekonania, jeśli nie naruszają naszej godności i wolności osobistej (o definicji wolności możemy pogadać w osobnym wątku, to byłby mega offtop). No i krzyże wszędzie ociupinkę tę wolność naruszają, ale jedynie ociupinkę, jak ludziom z tym jest cool, niech mają. Nb. moja teściowa, katoliczka, uważa krzyż za symbol przynoszący pecha, takie coś, czego w domu się mieć nie powinno. Kiedy nosiłam kiedyś krzyżyk na szyi, skrzyczała mnie nie za profanację ;) a za pechowy symbol i kazała nosić medalik z Marią. (Krzyżyk, bardzo gładki i prosty, uważam za coś prześlicznego, doskonały motyw geometryczny, tak jak opłatek nie ma dla mnie nic ze świętości, ale stanowi symbol bliskości i więzi międzyludzkich.)
Mówiąc krótko - jestem ateistką zasymilowaną, na walce mi nie zależy. Bo walcząc staję na jednym poziomie z walczącymi dewotami. A nie chcę być do nich porównywana. Dopóki nikt mi nie przeszkadza w byciu sobą, inne rzeczy ani mnie grzębią ani zieją.
I jakoś nie przeraża mnie katecheza w przedszkolu - w homogenicznym środowisku niezapisanie dziecka na religię oznaczać będzie osamotnienie tego dziecka w czasie zajęć, odseparowanie go od grupy. A to znacznie bardziej nie podoba mi się, niż wmawianie dziecku, że codzienny pacierz jest Absolutną Koniecznością. Młoda mimo 3,5 roku jest świadoma, ze ludzie mają różne przekonania i ze to jest ok.

Nasze święta to tradycyjne potrawy, koszyczek, pisanki, palmy, Mesjasz Hendla i radość z bycia razem :) I śmigus naturalnie. Bo po dyngusie nie chodzimy ;)

poniedziałek, marca 30, 2009

Trawestacja roku

Muminki cię widzą, Muminki cię śledzą, Muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą. - by czekolada_orzechowa

piątek, marca 13, 2009

Australia. Finał jednego z najbardziej popularnych teleturniejów. Do ostatniej rundy przechodzą pastor i hodowca owiec z małej wioski.
Obydwaj znakomicie odpowiadają na pytania, więc nie można wyłonić zwycięzcy.
Organizatorzy postanawiają przeprowadzić dogrywkę: zawodnicy mają 5 minut na napisanie wiersza z wyrazem "Timbuktu". Obaj skrzętnie zabierają się do pracy. Po jakichś 4 minutach podnosi się pastor i zaczyna deklamować:

I was a father all my life
I had no children, had no wife
I read the Bible through and through
On my way to Timbuktu

po czym dostaje gromkiem brawa od całej widowni, która jest przekonana, że właśnie poznała zwycięzcę. Wtedy kończy pisać pasterz i mówi:
When Tim and I to Sydney went
We met three ladies - cheap to rent
They were three and we were two
So I booked one and Tim booked two

po czym został zwycięzcą programu:D

czwartek, marca 05, 2009

"Młody książę postanowił szukać przygód i zabić smoka – tak dla zabawy. Kupił sobie miecz, zbroję i wyruszył w drogę.

Przybywszy do jaskini smoka rozejrzał się, gdy nagle poczuł coś na swym ramieniu.
Odwrócił się i cóż widzi – przed nim stoi OGROMNY smok, który położył tylko palec na jego ramieniu.
Smok pyta księcia: "Cześć: Co tu robisz?“ Książe: "Ah - hem – no więc...."

Smok: "Zawsze to samo z tymi młodymi rycerzami. Przyznaj się, że chciałeś mnie zabić!“
"No tak – więc – TAK ...“
"Słuchaj. To już nie pierwszy raz. Głupi młodzieniaszkowie przyjeżdżają i myślą, że my smoki jesteśmy tak głupie,
że można nas tak po prostu zarąbać.“

„Mam dla ciebie propozycje: jeżeli przyrzekniesz, że będziesz szukał życiowej mądrości, daruję ci życie.
Od tej chwili masz 1 rok, by znaleźć odpowiedz na moje pytanie. Jeżeli zadowoli mnie twoja odpowiedź,
otrzymasz połowę mojego smoczego skarbu, w przeciwnym jednak razie pożrę cię."

"Hm – Chyba nie pozostaje mi nic innego ...“
"Dokładnie.
I jeszcze jedno, żeby nie przyszedł ci do głowy pomysł, uciec i nigdy więcej tu nie przybyć - i tak cię znajdę!“
"No dobra – jak brzmi to pytanie?"

"Pytanie brzmi: Co dla kobiet jest naprawdę ważne?"

Wróciwszy do domu, książe przepytał wszystkie kobiety w zamku, co jest dla nich naprawdę ważne, począwszy od królowej, a na służących kończąc. Otrzymał wiele odpowiedzi jak: "Piękno", "Bogactwo", "Władza", "Kochany mężczyzna...". Ale każda z odpowiedzi nie pasowała też wielu kobietom, które uważały je za głupie.

Był już bardzo zniechęcony aż ktoś zaproponował mu, by zapytał starej wiedźmy mieszkającej na bagnach, o kilka dni drogi stąd.

Gdy przybył do wiedźmy, nakreślił jej swój problem. Wiedźma stwierdziła, że zna odpowiedz na to pytanie.
Zdradzi mu ją; ale tylko pod warunkiem, że książę się z nią ożeni. Książę strasznie się wtedy przestraszył,
ponieważ wiedźma była tak brzydką kobietą, że jeszcze podobnej w życiu nie widział: miała garb, różnej długości kończyny, na twarzy krosty; strasznie śmierdziała, a jej głos był jak nieznośne skrzeczenie.

Po krótkim czasie postanowił jednak, że ślub w porównaniu ze smokiem będzie mniejszym złem i przyrzekł, że poślubi wiedźmę, jeżeli tylko smok zaakceptuje odpowiedź. Wiedźma podała mu więc odpowiedź: "Czego każda kobieta naprawdę chce to to, by móc samej decydować o rzeczach, które jej osobiście dotyczą".

Smok zaakceptował odpowiedź i przekazał księciu część swego skarbu. Szczęśliwy książę popędził do domu,
aż znów przypomniała mu się wiedźma. Skoro jednak był księciem, nie pozostało mu nic innego, jak dotrzymać danej obietnicy, i zostało ogłoszone wesele.

To było smutne święto!!! Wiedźma nie tylko brzydko wyglądała i śmierdziała; miała również najgorsze maniery,
chepała, obrażała gości ... Jednym było żal księcia, drudzy naśmiewali się z niego, ale każdy szybko znajdował usprawiedliwienie, by musieć się pożegnać i opuścić przyjęcie, tak więc wczesnym wieczorem już było po zabawie.

Po tym panna młoda udała się do sypialni, nie mówiąc księciu, że oczekuje z największą niecierpliwością na to,
co nastąpi dopiero teraz. Biedny książę zastanawiał się, czy smok nie byłby przypadkiem mniejszym złem.

Jakże się jednak zdziwił, gdy wszedł do pokoju i zobaczył w łóżku najpiękniejszą kobietę jaką kiedykolwiek spotkał!

Pachniała wspaniale, miała cudowny głos i wyjaśniła mu, że bardzo chętnie jest wiedźmą, ale jako wiedźma ma również moc by móc zmieniać swój wygląd, i postanowiła właśnie wynagrodzić go za to, że dotrzymał danego jej słowa.

W przyszłości miała się stawać za dnia starą wiedźmą a w nocy wspaniałą kobietą - lub dokładnie na odwrót,
za dnia piękną, a nocą brzydką wiedźmą. Książę miał sobie wybrać, co mu bardziej pasuje.

Książę zastanawiał się długo, co byłoby lepsze - w ciągu dnia mieć wspaniałą kobietę, której wszyscy by jej zazdrościli,
ale straszne noce, lub za dnia kpiny i wspaniałe upojne noce. Jak zdecydował książę?

NIE CZYTAJ DALEJ !!! ZASTANÓW SIĘ NAJPIERW: JAKI BYŁBY TWÓJ WYBÓR?

Książę przypomniał sobie pytanie smoka i odpowiedział w końcu, że wiedźma powinna sama wybrać.
Wiedźma słysząc to ucieszyła się, że książę faktycznie udowodnił swoją mądrość i jako nagrodę za to na zawsze przyjmie postać pięknej kobiety.

I jaki jest morał z tej bajki?

Jest całkiem obojętne, czy kobieta jest ładna czy brzydka - W ŚRODKU POZOSTAJE ZAWSZE WIEDŹMĄ."