Bardzo trafne spostrzeżenie. Czasem mam wrażenie, że kobiety dążą do tego, by móc się chwalić jakimś własnym umęczeniem.
* "Cały dzień przy garach" to obiad składający się z ziemniaków, kotletów z kuraka i surówki, który przeciętnie robi się do 40 minut.
* "Ja ciągle muszę po was sprzątać" - to hasło eksploatowane przez jednostki, którym się wydaje, że parę książek na stole czy sweter na fotelu całkowicie rujnują ich wizerunek jako Pani Domu. Nikt im nie każe sprzątać po innych, czyż nie?.
* "Nie mam ani chwili dla siebie" - zwłaszcza lubię. Zwykle wygłaszają to osoby, które nie posiadają żadnych hobby i zainteresowań, więc gdy znienacka dopadnie ich nicnierobienie, lecą szukać roboty.
* "Ty nie wiesz, co to znaczy mieć dzieci" - często słyszałam w okresie przeddzieciowym, zdanie to wypowiadane było tonem apokaliptycznym. I chyba nadal nie wiem. Przynajmniej w tym katastroficznym aspekcie.
Ja generalnie i przeważnie jestem poza mainstreamem. I tu też - jakoś nie przepadam za kreowaniem cierpień.
Jak zwykle - nie jestem Polką (bo nie katoliczką), nie jestem kochającą żoną (bo nie jestem zazdrosna), nie jestem też kobietą (bo nie cierpię).
Wolę nie myśleć, kim jestem w oczach innych. Jak pierwsza żona Feynmana - która mawiała "A co cię obchodzi, co myślą inni?"
2 komentarze:
Moja eks-przyjaciółka ręcznie trze ziemniaki na placki tudzież babkę ziemniaczaną bo podobno tak lepiej smakuje ;)
Pozdrawiam
Magda
No, z taką subtelną domieszką krwi... ;) Na szczęście ludzkość wymyśliła malaksery.
Prześlij komentarz