piątek, kwietnia 26, 2013

Feminizm niedomowy?

Feminizm, który z założenia jest ideologią wolności, jednocześnie narzuca wybory, które już wolnością nie są.

Jakie?

- Choćby te wyrażone w pogardzie, z jaką traktowane są kobiety czerpiące przyjemność z poświęcania się dzieciom. Jedna z moich doktorantek bada kwestię kobiet, które określają się jako feministki, ale także postanowiły mieć dzieci i chcą czerpać przyjemność z macierzyństwa. Akademickie feministki traktują takie kobiety niczym zdrajczynie całego ruchu, bo one niby poddały się męskiej presji, zrezygnowały ze swoich ambicji, by urodzić dziecko. Niektóre odłamy feminizmu mają z macierzyństwem kłopot.

Źródło: wysokieobcasy.pl

I weź tu bądź feministką. Zwłaszcza taką, której się zdaje, że feminizm to ruch walczący o prawa kobiet. Prawa nie tylko do habilitacji i niegotowania obiadów, ale też do robienia tego, co im w życiu odpowiada. Na przykład do rodzenia dzieci i ich - o zgrozo - pełnoetatowego wychowywania.

Jakoś nigdy mi nie przyszło do głowy, że feminizm może być opresyjny wobec jakiejkolwiek kobiety, bo przecież ma jej służyć i bronić.

Na szczęście nie mam do czynienia na co dzień z tymi skrajnymi odłamami feminizmu, tak naprawdę zniechęcającymi kobiety (i nie tylko je) do wspaniałej, wyzwalającej idei feminizmu.

Nie rozumiem tylko, czemu pan Szlendak uważa, że fakt, iż posłanka Krystyna Pawłowicz ma habilitację, a nie ma dzieci, świadczy o tym, że jest ona feministką - skoro z jej ust pod adresem wolności padają jedynie obelgi i krytyka.

Zawsze przeraża mnie też, że tyle znanych i wspaniałych kobiet zaczyna swoje wypowiedzi od "Nie jestem feministką, ale..." - tak jakby swoim wyzwoleniem i postawą wobec życia nie walczyły z krzywdzącymi ich płeć stereotypami.

Tak jakby to, co każda z nas robi w życiu, o ile jest zgodne z jej wolą i potrzebami, nie było wielką wygraną femininizmu.

A tu pisze nieco mądrzej i z lepszym znawstwem tematu - Naima.

1 komentarz:

Lena MadHatter pisze...

dla mnie ta pogarda jest zupełnie wbrew feminizmowi, bo wszak feminizm jest ruchem wolnościowym, a jego założeniem jest nie "kobiety na traktory", a "kobiety, które mogą wybrać"... ale może ja gupia jakaś jestem i źle interpretuję?
nie pragnę potomstwa, podziwiam wszystkie kobiety, które się na taki krok decydują, ale jeśli ktoś ma ochotę być żoną przy mężu czy matką dzieciom i tyle, to imho ma do tego takie samo prawo, jak do edukacji czy godziwej pracy za godziwe pieniądze.
żadna prawdziwa feministka nie będzie gardzić wyborem innej kobiety, może co najwyżej zwrócić uwagę, że gdyby (odpukać) coś się rypło, to warto mieć np. spisaną intercyzę, która kobietę będzie chronić, lub w ogóle zadbać o swoje bezpieczeństwo finansowe.
w UK są programy aktywizujące matki, szczególnie samotne. można tam pracować na część etatu, korzystać z tzw. benefits itd. itp. ale tu już wkraczamy na grząski grunt odpowiedzialności państwa w stosunku do swoich obywateli...