Młoda pisarka napisała o swoich literackich wyrzutach sumienia, czyli książkach, które powinno się znać, ale jest nam z nimi nie po drodze. Nie jest jednak, jak sądzi, jedyną anglistką, która nie czytała "Moby Dicka" ;)
1. "Wichrowe wzgórza" - słuchałam audiobooków po polsku i angielsku, ale żebym dała radę to przeczytać, powiedzieć nie mogę. Po kilkunastu stronach zaczynam przeskakiwać całe ustępy, bo nudno. Ale ględzić przy dzierganiu może.
2. "Gra w klasy" Cortazara. I nie dam sobie wmówić, że to jest czytalne. No way. To jest absolutnie niestrawne.
3. "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego. Zbrodnią jest zmuszanie licealistów do czytania tego pisarza.
4. "Anna Karenina" Tołstoja, zaczęta i rzucona. Do dziś pamiętam egzamin z literatury rosyjskiej i pytanie profesora wygłoszone tonem roznamiętnionym: "A czy Pani potrafiłaby tak kochać?"
5. "Madame Bovary" Flauberta" - co za nudy!
6. "Pan Tadeusz" Mickiewcza - tak tak,. jedyna polonistka, która nie przeczytała "PT" :) Fragmenty znam na pamięć, całości nigdy nie przebrnęłam.
piątek, września 18, 2009
czwartek, września 17, 2009
wtorek, września 15, 2009
Porannie
Godzina 6:20. On zbiera się do pracy, ja włączam kompa żeby pobawić się, zanim dziecko wstanie.
{On} Taki piękny dzień na spanie a ty już przy kompie siedzisz...
{On} Taki piękny dzień na spanie a ty już przy kompie siedzisz...
niedziela, września 13, 2009
Uczyć, nie uczyć?
Nie jestem fanką przedszkolnej edukacji językowej, bo w takim wymiarze czasu to to nie jest żadne osłuchanie z językiem, o zapamiętaniu słownictwa czy zwrotów nie mówiąc. Wymaga też dużo pracy od rodziców w domu, a tego rodzice na ogół nie robią, nawet jeśli znają angielski.
Ja jako ja zaczęłam się uczyć angielskiego w liceum, po maturze mówiłam bardzo dobrze, a po dwóch latach kursów - biegle.
Ludzie lubią powtarzać schematyczne i stereotypowe opinie o uczeniu dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym języków obcych.
1. Dzieci w takim wieku uczą się języków najszybciej. PRAWDA, ale wrzucone w obcojęzyczne środowisko, 2x30 min czy 2x45 min. to tygodniowo zaledwie kropelka w morzu i niewiele daje.
2. Dzieci muszą się osłuchać z językiem, zanim zaczną się uczyć "naprawdę" - FAŁSZ - w pierwszej klasie dzieci "przerabiają" owoce, warzywa, nazwy zabawek i "hello". W drugiej klasie nazwy zabawek, "hello" i warzywa. W trzeciej klasie warzywa, "hello" i zabawki. A potem w czwartej klasie zaczynamy od "Hello" i warzyw, bo teraz zaczyna się "prawdziwa" nauka. To nie jest osłuchiwanie, a uwstecznianie dziecka.
3. Dzieci, które zaczęły się uczyć języka w przedszkolu, lepiej opanują język w przyszłości. FAŁSZ. Brak jakichkolwiek badań popierających tę tezę.
Ja jako ja zaczęłam się uczyć angielskiego w liceum, po maturze mówiłam bardzo dobrze, a po dwóch latach kursów - biegle.
Ludzie lubią powtarzać schematyczne i stereotypowe opinie o uczeniu dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym języków obcych.
1. Dzieci w takim wieku uczą się języków najszybciej. PRAWDA, ale wrzucone w obcojęzyczne środowisko, 2x30 min czy 2x45 min. to tygodniowo zaledwie kropelka w morzu i niewiele daje.
2. Dzieci muszą się osłuchać z językiem, zanim zaczną się uczyć "naprawdę" - FAŁSZ - w pierwszej klasie dzieci "przerabiają" owoce, warzywa, nazwy zabawek i "hello". W drugiej klasie nazwy zabawek, "hello" i warzywa. W trzeciej klasie warzywa, "hello" i zabawki. A potem w czwartej klasie zaczynamy od "Hello" i warzyw, bo teraz zaczyna się "prawdziwa" nauka. To nie jest osłuchiwanie, a uwstecznianie dziecka.
3. Dzieci, które zaczęły się uczyć języka w przedszkolu, lepiej opanują język w przyszłości. FAŁSZ. Brak jakichkolwiek badań popierających tę tezę.
piątek, września 11, 2009
Motywacja wizualna
{Ona z okienka} W dniach 28-30 września stacja jest nieczynna.
{On zza kierownicy} A to musi pani jakąś kartkę z informacją wywiesić!
{Ona} Przecież wisi!
{On} O, nie zauważyłem, może jakąś gołą panią koło tej kartki wywiesić? Wszyscy przynajmniej przeczytają...
{On zza kierownicy} A to musi pani jakąś kartkę z informacją wywiesić!
{Ona} Przecież wisi!
{On} O, nie zauważyłem, może jakąś gołą panią koło tej kartki wywiesić? Wszyscy przynajmniej przeczytają...
środa, września 09, 2009
poniedziałek, września 07, 2009
Czymże jest mąż?
Co każda kobieta wiedzieć powinna
(i czego prawie każda prędzej czy później się dowiaduje)
sł. Ogden Nash
tł. Stanisław Barańczak
Mąż jest to coś, z czym żona musi się zżyć i jakoś to znosić, choćby z piersi wyrywał
jej się okrzyk "Biada!" oraz coś, z czym wieczorem się wieczerza, a rano śniada.
Mężowie nie mają pojęcia o obowiązkach rodzica i zdolności zapamiętania, kiedy przypada rocznica.
Wydaje im się natomiast, że po całych tygodniach zaniedbywania żon i czynienia z nich
melancholiczek wszystko można naprawić jednym głośnym cmoknięciem w policzek.
Kiedy się im uświadamia całą okropność ich tego czy innego postępku, słuchają w sposób
demonstracyjnie cierpliwy, z nieznośnym uśmieszkiem wyższości i myślą: "Och, zaraz jej
przejdzie, niech się tylko do końca wyzłości".
Wchłaniają coctaile w tempie szybszym, niż organizm jest je w stanie przyswoić, a gdy
im rzucić ostrzegawcze spojrzenie, robią minę męczennika, którego kat-sadysta usiłuje
rwać obcęgami i zarazem moralnie gnoić.
Gdy chodzi o przejście pięciu mil dzielących ich od pola golfowego, objawiają
nadzwyczajną raźność, natomiast byle wzmianka o pomocy w zmywaniu naczyń wprawia
ich w stany letargiczne i wdaje się wtedy w wywód na temat: "Kobiety jako istoty z
natury nierozsądne i nielogiczne".
Zmuszenie ich do wstania z łóżka albo pójścia spać o tej samej porze co żona wymaga
nadzwyczajnego trudu.
A kiedy się wykonuje jakąś prostą, codzienną i naturalną czynność, jak na przykład
nacieranie twarzy kremem albo poprawianie warg szminką, zachowują się, jakby byli
przekonani, że ich żona praktykuje czarną magię albo wręcz jest szamanką religii
Voodoo.
Stać ich na dzielność, opanowanie i niewzruszony spokój, gdy w grę wchodzą choroby,
to znaczy oczywiście choroby grożące ukochanej osobie. Natomiast, kiedy sami dostają
kataru lub niestrawności, można by sądzić, że są już obiema nogami w grobie.
Gdy jest się z nimi sam na sam, nie dbają o drobne przejawy kurtuazji i urok ich znika
kompletnie albo co najmniej w połowie. Ale im większe towarzystwo, tym żwawiej
podsuwają żonie krzesła, popielniczki i tace z kanapkami, i to z takim mnóstwem
ukłonów i szurnięć, że aż by się chciało dać im tym krzesłem czy tacą po głowie.
Mężowie to doprawdy przejaw życia irytujący i niewydarzony, i trudno pojąć kaprys
Opatrzności, który większości z nich dał głęboko kochające i oddane żony.
(i czego prawie każda prędzej czy później się dowiaduje)
sł. Ogden Nash
tł. Stanisław Barańczak
Mąż jest to coś, z czym żona musi się zżyć i jakoś to znosić, choćby z piersi wyrywał
jej się okrzyk "Biada!" oraz coś, z czym wieczorem się wieczerza, a rano śniada.
Mężowie nie mają pojęcia o obowiązkach rodzica i zdolności zapamiętania, kiedy przypada rocznica.
Wydaje im się natomiast, że po całych tygodniach zaniedbywania żon i czynienia z nich
melancholiczek wszystko można naprawić jednym głośnym cmoknięciem w policzek.
Kiedy się im uświadamia całą okropność ich tego czy innego postępku, słuchają w sposób
demonstracyjnie cierpliwy, z nieznośnym uśmieszkiem wyższości i myślą: "Och, zaraz jej
przejdzie, niech się tylko do końca wyzłości".
Wchłaniają coctaile w tempie szybszym, niż organizm jest je w stanie przyswoić, a gdy
im rzucić ostrzegawcze spojrzenie, robią minę męczennika, którego kat-sadysta usiłuje
rwać obcęgami i zarazem moralnie gnoić.
Gdy chodzi o przejście pięciu mil dzielących ich od pola golfowego, objawiają
nadzwyczajną raźność, natomiast byle wzmianka o pomocy w zmywaniu naczyń wprawia
ich w stany letargiczne i wdaje się wtedy w wywód na temat: "Kobiety jako istoty z
natury nierozsądne i nielogiczne".
Zmuszenie ich do wstania z łóżka albo pójścia spać o tej samej porze co żona wymaga
nadzwyczajnego trudu.
A kiedy się wykonuje jakąś prostą, codzienną i naturalną czynność, jak na przykład
nacieranie twarzy kremem albo poprawianie warg szminką, zachowują się, jakby byli
przekonani, że ich żona praktykuje czarną magię albo wręcz jest szamanką religii
Voodoo.
Stać ich na dzielność, opanowanie i niewzruszony spokój, gdy w grę wchodzą choroby,
to znaczy oczywiście choroby grożące ukochanej osobie. Natomiast, kiedy sami dostają
kataru lub niestrawności, można by sądzić, że są już obiema nogami w grobie.
Gdy jest się z nimi sam na sam, nie dbają o drobne przejawy kurtuazji i urok ich znika
kompletnie albo co najmniej w połowie. Ale im większe towarzystwo, tym żwawiej
podsuwają żonie krzesła, popielniczki i tace z kanapkami, i to z takim mnóstwem
ukłonów i szurnięć, że aż by się chciało dać im tym krzesłem czy tacą po głowie.
Mężowie to doprawdy przejaw życia irytujący i niewydarzony, i trudno pojąć kaprys
Opatrzności, który większości z nich dał głęboko kochające i oddane żony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

