Rano, w pracy, przy kawie rozmawiają dwie koleżanki:
- Jak tam Twój wczorajszy sex?
- Beznadzieja... mąż przyszedł do domu, w 3 minuty zjadł obiad, potem 4 minuty bzykania i po dwóch minutach spał... A u Ciebie?
- No u mnie rewelacja mąż przyszedł do domu, zabrał mnie na przepyszna romantyczną kolację. Później przez godzinę wracaliśmy do domu spacerkiem przez miasto, potem świece i godzina przecudownej gry wstępnej.
Następnie godzina nieziemskiego sexu a na koniec wyobraź sobie, że przez godzinę rozmawialiśmy czule ze sobą. Bajka po prostu!
W tym samym czasie rozmawia ze sobą dwóch kolegów:
- Jak tam Twój wczorajszy sex?
- No zajebiście! Przychodzę do domu, obiad na stole, zjadłem, pobzykałem i zasnąłem! A u Ciebie?
- U mnie? Kurwa, u mnie beznadzieja. Przychodzę - nie ma prądu bo zapomniałem zapłacić za rachunek, zabrałem wiec gdzieś starą na kolację, żarcie beznadziejne było i takie drogie, że nie starczyło mi na taksówkę
powrotna i musiałem zapierdalać do domu na piechotę. Przychodzimy kurwa przecież nie ma prądu, więc znowu te cholerne świece. Byłem tak wkurzony, że najpierw przez godzinę nie mógł mi stanąć a potem przez
godzinę nie mogłem się spuścić. na to wszystko tak się wkurwiłem, że przez godzinę jeszcze usnąć nie mogłem.
piątek, października 30, 2009
środa, października 28, 2009
Porada
{Ona} Znasz jakiś sposób na mega-lenia?
{Ja} No pewnie. Położyć się i poczekać aż przejdzie.
No. To ja sobie poleżę :)
{Ja} No pewnie. Położyć się i poczekać aż przejdzie.
No. To ja sobie poleżę :)
niedziela, października 25, 2009
Rozsądne gospodarowanie zasobami
Bez niego nie ma życia debet-free, sami przyznacie.
Żeby rozsądnie gospodarować zasobami należy zrobić bilans konta, spisać potrzeby, ustawić je wg priorytetowości i zacząć stopniowo realizować.
No to jazda!
Potrzeby:
* remont w pokoju Dzieciny połączony z wymianą instalacji elektrycznej.
* wymiana mebli w pokoju rzeczonego owocu miłości.
* nowy, ŁADNY dywan do tegoż pomięszczenia.
* najchętniej wymiana mebli kuchennych na drewnopodobne.
* radio / odtwarzacz CD do kuchni.
* ładny jesienny płaszcz.
* biureczko do kompa.
* i tak dalej...
Zasoby:
* kwota na waciki
Aaaaaaaaaaa, chrzanić racjonalne gospodarowanie zasobami! Idę szukać tęczy, na końcu musi być garnek złota!
Żeby rozsądnie gospodarować zasobami należy zrobić bilans konta, spisać potrzeby, ustawić je wg priorytetowości i zacząć stopniowo realizować.
No to jazda!
Potrzeby:
* remont w pokoju Dzieciny połączony z wymianą instalacji elektrycznej.
* wymiana mebli w pokoju rzeczonego owocu miłości.
* nowy, ŁADNY dywan do tegoż pomięszczenia.
* najchętniej wymiana mebli kuchennych na drewnopodobne.
* radio / odtwarzacz CD do kuchni.
* ładny jesienny płaszcz.
* biureczko do kompa.
* i tak dalej...
Zasoby:
* kwota na waciki
Aaaaaaaaaaa, chrzanić racjonalne gospodarowanie zasobami! Idę szukać tęczy, na końcu musi być garnek złota!
piątek, października 23, 2009
Dwaj mężczyźni
Stali w sklepie przed regałem z piwem i zawzięcie szukali wyjątkowego gatunku.
- Takie z czarną etykietką, wie pan - podpowiadał jeden.
- Z czarną? To chyba portier był? - zastanawiał się drugi.
Po minucie obserwacji zlitowałam się nad poszukującymi i wskazałam im butelki stojące dokładnie przed ich oczami.
- O, widzi pan, mówiłem, ze musi gdzieś być ten portier...
Pomijając kwestię "portiera" - dlaczego mężczyźni są tak poszukujący? Mój osobisty nie radzi sobie ze znalezieniem a) szalika, b) płyty CD, c) kanału w TV (to ostatnie stanowi doskonałe uzasadnienie dla przecapingowania wszystkich kanałów w kablówce ;)). Ciekawe, czy inni też tak mają ;)
- Takie z czarną etykietką, wie pan - podpowiadał jeden.
- Z czarną? To chyba portier był? - zastanawiał się drugi.
Po minucie obserwacji zlitowałam się nad poszukującymi i wskazałam im butelki stojące dokładnie przed ich oczami.
- O, widzi pan, mówiłem, ze musi gdzieś być ten portier...
Pomijając kwestię "portiera" - dlaczego mężczyźni są tak poszukujący? Mój osobisty nie radzi sobie ze znalezieniem a) szalika, b) płyty CD, c) kanału w TV (to ostatnie stanowi doskonałe uzasadnienie dla przecapingowania wszystkich kanałów w kablówce ;)). Ciekawe, czy inni też tak mają ;)
czwartek, października 22, 2009
Lekturnik
Ben-Oni opisuje zmagania swojej rewelacyjnej córki z lekturami szkolnymi. A ja spieszę powspominać swoje zmagania.
W nauczaniu początkowym lektury miałam obskoczone wcześniej zwykle - po prostu rozrywki. Pamiętam, że tytuły w stylu "Pilot i ja" Bahdaja bodajże nawet mnie interesowały. Ale potem przyszła znamienna czwarta klasa i "Janko Muzykant" - którego do dzisiaj nie mogę czytać, o rozważaniach jakichś nie wspominając, "O krasnoludkach i sierotce Marysi" - na moich polonistycznych studiach wypisaliśmy 32 powoy, dla których to nie jest ksiązka dla współczesnego dziesięciolatka... Z lektur w czwartej klasie podobało mi się tylko "Spotkanie nad morzem" - ładna, sensowna i dość ciekawa powieść obyczajowa.
Później było jeszcze gorzej i... W końcu przestałam czytać lektury. Programowo i z zasady. Jeśli coś znałam z wcześniejszego czytania, było ok, jeśli nie - trudno. Do końca życia będę wdzięczka koleżance z liceum, która przeczytała mi na głos Konrada Wallenroda.
A potem poszłam na polonistykę. Studia skończyłam z dobrym wynikiem, będąc jedną z bardziej oczytanych osób na roku. Najmniej oczytane były neistety te, które zapytane, co jadł Gerwazy w VII księdze Pana Tadeusza odpoiwiadały bez zająknienia.
Niestety, nowa szkoła polska idzie w kierunku schematyzacji myślenia - niedługo więc trzeba będzie przeczytać lekturę i zapamiętać, co poeta/prozaik/dramaturg chciał powiedzieć. I wystarczy.
Z drugiej strony - może to da wiecej czasu na prawdziwe oczytanie. Oczytanie, które nie musi obejmować Ogniem i mieczem, ale może Milenę Wójtowicz, Wojciecha Kuczoka czy Jane Austen. Czyli autorów, których w najlepszym wypadku nie ma w kanonie, w najgorszym zaś są kpiąco traktowani - cóż bowiem może nieść ze sobą dobrego jakieś tam fantasy, czy opowieśc o senności?
PS W 2 klasie liceum spodobała mi się Nie-Boska Komedia Krasińskiego, niestety to, co z nią zrobiono na leckjach zabiło we mnie wszelki zachwyt. Wiwisekcja to delikatne określenie.
W nauczaniu początkowym lektury miałam obskoczone wcześniej zwykle - po prostu rozrywki. Pamiętam, że tytuły w stylu "Pilot i ja" Bahdaja bodajże nawet mnie interesowały. Ale potem przyszła znamienna czwarta klasa i "Janko Muzykant" - którego do dzisiaj nie mogę czytać, o rozważaniach jakichś nie wspominając, "O krasnoludkach i sierotce Marysi" - na moich polonistycznych studiach wypisaliśmy 32 powoy, dla których to nie jest ksiązka dla współczesnego dziesięciolatka... Z lektur w czwartej klasie podobało mi się tylko "Spotkanie nad morzem" - ładna, sensowna i dość ciekawa powieść obyczajowa.
Później było jeszcze gorzej i... W końcu przestałam czytać lektury. Programowo i z zasady. Jeśli coś znałam z wcześniejszego czytania, było ok, jeśli nie - trudno. Do końca życia będę wdzięczka koleżance z liceum, która przeczytała mi na głos Konrada Wallenroda.
A potem poszłam na polonistykę. Studia skończyłam z dobrym wynikiem, będąc jedną z bardziej oczytanych osób na roku. Najmniej oczytane były neistety te, które zapytane, co jadł Gerwazy w VII księdze Pana Tadeusza odpoiwiadały bez zająknienia.
Niestety, nowa szkoła polska idzie w kierunku schematyzacji myślenia - niedługo więc trzeba będzie przeczytać lekturę i zapamiętać, co poeta/prozaik/dramaturg chciał powiedzieć. I wystarczy.
Z drugiej strony - może to da wiecej czasu na prawdziwe oczytanie. Oczytanie, które nie musi obejmować Ogniem i mieczem, ale może Milenę Wójtowicz, Wojciecha Kuczoka czy Jane Austen. Czyli autorów, których w najlepszym wypadku nie ma w kanonie, w najgorszym zaś są kpiąco traktowani - cóż bowiem może nieść ze sobą dobrego jakieś tam fantasy, czy opowieśc o senności?
PS W 2 klasie liceum spodobała mi się Nie-Boska Komedia Krasińskiego, niestety to, co z nią zrobiono na leckjach zabiło we mnie wszelki zachwyt. Wiwisekcja to delikatne określenie.
niedziela, października 18, 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)
