środa, marca 16, 2011

Hierarchia

REKTOR
Przeskakuje najwyzsze budynki za jednym zamachem
Jest silniejszy od lokomotywy
Jest szybszy od pocisku
Chodzi po wodzie
Rozmawia z Bogiem

PROREKTOR
Przeskakuje niskie budynki za jednym zamachem
Jest silniejszy od lokomotywy parowej
Czasami dogania pocisk
Chodzi po wodzie gdy morze jest spokojne
Rozmawia z Bogiem, jezeli otrzyma specjalne pozwolenie

DZIEKAN
Przeskakuje niskie budynki z rozbiegu i o tyczce
Jest prawie tak silny jak lokomotywa parowa
Potrafi strzelac z pistoletu
Chodzi po wodzie na krytym basenie
Czasami Bóg zwraca sie do niego

PRODZIEKAN
Ledwo przeskakuje budke portiera
Przegrywa z lokomotywa
Czasami moze trzymac bron bez obawy o samookaleczenie
Bardzo dobrze plywa
Rozmawia ze zwierzetami

PROFESOR
Odbija sie na scianach probujac przeskoczyc jakikolwiek budynek
Moze zostac przejechany przez lokomotywe
Nie dostaje amunicji
Plywa pieskiem
Mowi do scian

DOKTOR
Wbiega do budynkow
Rozpoznaje lokomotywe dwa na trzy razy
Moczy sie pistoletem na wode
Utrzymuje sie na wodzie tylko dzieki kamizelce ratowniczej
Belkocze do siebie

PANI Z DZIEKANATU
Podnosi budynki i przechodzi pod nimi
Zwala lokomotywe z torow
Lapie pocisk zebami i go rozgryza
Zamraza wode jednym spojzeniem...
...Jest Bogiem

wtorek, stycznia 04, 2011

Podsumowanie

Tłumaczę książkę o treningu w sztukach walki.
Komentarz Pana Męża: Pracuj, pracuj, dzięki tobie ustawki kiboli będą bardziej profesjonalne.

wtorek, grudnia 14, 2010

Zaprawdę powiadam wam

Ona: Poszukując argumentów ZA zimą doszłam do wniosku, że w sumie wolę ten śnieg i mróz, i całą resztę niedogodności, niż 10centymetrowe pająki, skolopendry, jadowite węże i całą resztę tego ciepłolubnego towarzystwa. Więc niech już będzie.

PS wyjaśniające Ona mieszka w polskich górach ;)

poniedziałek, grudnia 13, 2010

Zgroza

On (Śmiertelnie Poważnym i Refleksyjnym tonem): Moja droga...

Ja (ze zgrozą): Tak, co się stało?
On (z namysłem, powoli): Myślę, że ... musimy na święta kupić korniszony.

czwartek, grudnia 02, 2010

Dziwny wieczór

21:37 gwałtowne i mhhhhroczne walenie do drzwi - On poszedł, łypie przez wizjer i nie otwiera. Po chwili walenie ponowne. On desperacko otwiera drzwi i słyszy:
- Siem nie bać, siem nie bać, to nie opłatki, to ja.
Za drzwiami stoi facet po 50, czapka nasunięta tylko na czubeczek głowy trzyma mu się tylko siłą woli.
- Paczka dla Katarzyny.
Ja odłożyłam Igora, podchodzę do drzwi. Facet każe mi się podpisać na druku adresowym (ke??), a następnie wyciąga nóż introligatorski i zaczyna rozbebeszać paczkę.
- Ostrożnie muszę - mówi - żeby tych kalesonów nie pociąć.
Po czym wręcza mi zawartość paczki (moje kupione na allegro spodnie dresowe) i oddala się w siną dal,
pozostawiając mnie z opadem szczęki i brechtającym się mężem za plecami.

Gdyby nie spodnie w garści uznałabym, że mam haluny, jako żywo.