sobota, marca 02, 2019

Afta afcie nierówna

Zdjęcie okładki pochodzi ze strony Księgarni Znak


„Pypcie na języku“ - Michał Rusinek

Poza standardowymi okolicznościami czytelniczymi, takimi jak kanapa, okulary, robótka i herbata (z drobnymi wariacjami) miewam też okazję przepuszczać przez umysł słowa pisarzy zupełnie inną metodą. Są tacy, którzy uważają audiobooki za bzdurę i kalanie literatury. Są i ci, którym wydaje się, że to coś dla osób niewidomych lub dyslektyków. Ja jednak do tych grup nie należę. Miałabym co prawda powody, by do audiobooków podchodzić z rezerwą (czyt. kilkaset przesłuchań „Dzieci z Bullerbyn“ przez moje dzieci - a na niewiele gorszej pozycji plasują się doskonałe „Kocie historie“), to jednak ważne jest dla mnie głównie to, że podczas wykonywania czynności, które same w sobie szczególnie nie angażują wyższych pięter mózgu, mogę nadal mieć dostęp do literatury.

Jedną z nich, wybraną troszkę wbrew sobie, były „Pypcie na języku“ Michała Rusinka. Dlaczego miałam wątpliwości? Pan Rusinek dał się poznać w mediach nie tylko jako wierny asystent Wisławy Szymborskiej, ale też jako osoba dość zasadnicza, o specyficznym poczuciu humoru i jak dla mnie - dość sztywna. Nie pomógł poradnik dla dzieci o tym, jak przeklinać, nadal mnie nie przekonywał. Odrobinę otuchy wlewał we mnie jednak „język“ w tytule - każdy, kto mnie zna, wie, jak bardzo interesuje mnie wszystko, co z językiem związane - od gramatyki po humor słowny.

Nie zawiodłam się, powiem Wam. „Pypcie na języku“ to zbiór uroczych felietonów ukazujących się w prasie i analizujących różne zjawiska zachodzące w mowie i piśmie Polaków. Jest tu tekst o „mówieniu bardziej“, kiedy przed twarzą wypowiadającej osoby pojawia się mikrofon - któż z nas nie słyszał w telewizji czy radiu „Strażacy ewakuowali poszkodowaną z powierzchni kry na nabrzeże“, chociaż spokojnie można powiedzieć „Strażacy przeprowadzili kobietę z lodu na brzeg.“ Mamy również wypowiedź o feminatywach - pan Rusinek jest zdeklarowanym feministą, mamy i o nazewnictwie wędlin, bo „flaki szwagra“ wymagają specjalnego miejsca w galerii dziwadeł językowych.

Treść jest bardzo dla mnie interesująca, ale zdecydowanie smaku książce dodaje wykonanie przez autora, który jednak czyta dooość powooooli, błogosławię możliwość słuchania w tempie 1,25. Jednak dzięki autorskiemu wykonaniu dowcipy są jeszcze zabawniejsze, a pauzy - bardziej znaczące.

Książka na pewno da wiele radości wszystkim tym, którzy nie tylko dbają o poprawność języka, ale też lubią się nim bawić i eksperymentować. Jeżeli jednak dowcip o zaprzeczeniach, których nie da się uzyskać przez podwójne potwierdzenie (dobra, dobra!) nie sprawia, że serce bije wam mocniej - nie musicie się martwić, że omija was coś zmieniającego życie. To jest po prostu zbiór anegdot i sympatycznych rozważań, zawieszonych gdzieś pomiędzy „O tempora, o mores!“ a „show must go on“.

wtorek, października 02, 2018

Żelazna dyscyplina



- Ty to musisz wiedzieć, jak wprowadzić dzieciom żelazną dyscyplinę, takie grzeczne są cały czas - zagaiła sąsiadka, matka dorosłej już dziewczyny. - Papierek podniosą pod klatką, drzwi przytrzymają...
- No nie, żelazna dyscyplina to nie bardzo, po co - udawałam głupią.
- Nie musi być lanie, szlaban na kompa czy brak deseru, coś z nimi robisz przecież, że takie są wychowane!
Nie ciągnęłam rozmowy za bardzo, podziękowałam za uznanie i poszłam sobie z myślą, że sąsiadka by mi i tak nie uwierzyła.
Nie uwierzyłaby, że dzieci traktowane z szacunkiem uważają to za standardowy sposób podchodzenia do innych osób.
Że wrażliwość na ich potrzeby (nie zachciewajki! :P) uruchamia ich wrażliwość na potrzeby innych.
Że uczą się nie z kar, a z obserwacji.
Że dziecko, które krzyczy "Jesteś najgorszą mamą świata" można przytulić i pomóc mu się uspokoić, i nie wyhoduje się z niego bandyty i psychopaty.
Że dzieci przytulane, którymi się opiekunowie interesują, rosną mądre i silne wewnętrznie.
Że nastolatki, które zawsze spotykały się z szacunkiem, przyjdą ufne i otwarte do swoich bliskich.
Że mając akceptację w domu, nie będą desperacko jej szukać w najciemniejszych zakamarkach rzeczywistości.

Nie, już parę razy w życiu usłyszałam BO TY MASZ ŁATWE EGZEMPLARZE! No nie mam, wcale. I nie zawsze jest miło i różowo. Ale założenie mamy jako rodzice takie, żeby wszystkim było do siebie blisko, żebyśmy żyli we wzajemnym szacunku i cieple. A setki problemów, które pojawiają się w życiu i relacjach żebyśmy załatwiali właśnie wychodząc od szacunku, granic, bycia wspólnotą.
A wy - wierzycie w moc przytulania i empatii?

poniedziałek, listopada 27, 2017

Więcej nie pójdę do lekarza - recenzja

"Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy" Pawła Reszki miała być książką o znieczulicy. Spodziewałam się opowieści o tym, jak źli są lekarze, jak źle są przygotowani do zawodu... Tymczasem dostałam tekst, który najwięcej mówi o patologiach rządzących ochroną zdrowia  i systemem kształcenia przyszłych lekarzy, głównie specjalistów.
Przerażały mnie opisy szpitala psychiatrycznego, gdzie lekarka ma pod nadzorem 400 łóżek, za to nie ma na miejscu nikogo, kto znałby się solidnie na ratownictwie medycznym czy anestezjologii. Lekarze dyżurujący po 36 godzin ciurkiem. Lekarze, zatrudniający się w "biedronkach", gdzie za godzinę pracy dostają stawki nawet dziesięciokrotnie wyższe, niż w państwowym szpitalu. Albo na bramce w nocnym klubie. Lekarze sekowani przez przełożonych za zbyt dokładne badanie pacjentów.
System jest chory, ale jakże chore są przez to stosunki między lekarzami - oto specjalista boi się uczyć następcę, bo boi się konkurencji. Ponaddziewięćdziesięcioletni chirurg zajmujący rozszczepami podniebienia u dzieci nadal operuje, bo nie ma kim go zastąpić. Już nie mówię o klasycznym "My mieliśmy gorzej, ci młodzi to i tak mają super." System ochrony zdrowia to system niewolniczy. To ewidentne łamanie Kodeksu Pracy, gdzie pracownik zatrudniany jest na etat i dodatkowo na umowę zlecenia - żeby mógł dyżurować mimo ograniczeń czasowych narzucanych przez prawo.
I myliłby się ten, który by twierdził, że wszystko to chciwość. Że się "poprzewracało". Bo jeśli lekarz nie będzie chciał przyjść na dyżur, nie będzie nikogo, kto go zastąpi, albo na jego miejsce pacjentami zajmie się koleżanka, która jest już na nogach 48 godzin.

Po autorze widać dobrze, że jest dziennikarzem śledczym - styl ma świetny, zwięzły, jasny, pozbawiony zbędnych ozdobników.
Nie sugeruje nam wniosków, to nie publicystyka, by miał w książce przekazywać swoją opinię. To dokument, pokazujący, jakie patologiczne mechanizmy tkwią w systemie, co uniemożliwia lekarzom prawidłowe, właściwe i skuteczne wykonywanie zawodu.
Książkę pochłonęłam w jedną dobę. To mniej niż dzień pracy z dyżurem lekarza specjalisty w szpitalu...

piątek, listopada 24, 2017

Przeżywanie - recenzja

Pierwszy raz żałobę przeżywamy bardzo wcześnie. Musimy przeboleć koniec karmienia piersią albo odebranie ukochanego smoczka. Uczymy się jej przez całe życie, a jednak kiedy przychodzi kolejna strata, znów wpadamy w otchłań albo budujemy wokół siebie szczelny mur.
"To zdarzyło sie tutaj" to minipowieść Raiji Siekkinen, fińskiej pisarki, po raz pierwszy przetłumaczona na jakikolwiek język słowiański, a w Polsce dostępna dzięki trwającej do niedawna akcji "Fińska literatura" w wykonaniu BookRage (obecnie ArtRage).
Książka opowiada o dwojgu ludzi, kobiecie i mężczyźnie, z których każde dźwiga swój żałobny bagaż. Stopniowo dowiadujemy się, kogo stracili i w jakich okolicznościach, ale nie ma tu fabuły, dochodzenia do rozwiązania skomplikowanych zagadek, a faktyczne wydarzenia obecne i te przywoływane z przeszłości są jedynie pretekstem do nakłonienia czytelnika do zastanawiania się nad emocjami postaci i ścieżkami, po jakich wędrują myśli bohaterki i odwiedzającego ją pośrednika sprzedaży nieruchomości.
Cała książka to właściwie jeden długi opis, ale myliłby się ten, który z góry założyłby, że to tekst nudny, coś jak wynurzenia Orzeszkowej o przyrodzie (pisząca te słowa uwielbia "Nad Niemnem" i nie bardzo sobie wyobraża niechęć do jej opisów natury, ale podobno są tacy ludzie). Każda garść żwiru i każdy termos z kawą mają tu swoje znaczenie i opowiadają nam wiele o jedynych ludziach w tej powieści.
Zaczyna się w czasie wiosennych roztopów, najbrzydszej chyba, ale budzącej najwięcej nadziei pory roku. I faktycznie - może to ta nadzieja pcha bohaterów ku zmianie?
To nie jest książka do szybkiego czytania. Trzeba zamykać ją (czytnik na przykład) i zastanawiać się. I zajrzeć sobie do środka.

...A na koniec przeczytać, że autorka zginęła w 2004 roku w pożarze swojego domu. I że nie napisze nic więcej. I odbyć taką mini żałobę.

poniedziałek, października 26, 2015

Motywatory i ułatwiacze

Kiedy człowiek pracuje zdalnie, w piżamie czy kapciach, często ciężko mu (jej) zebrać się do pracy czy zmotywować do niewyglądania poza opracowywany właśnie plik.
Trzeba sobie znaleźć motywatory i ułatwiacze. Inne niż kawa, onba jest tak oczywista, że nie warto o niej wspominać.
1. Bardzo krótko obcięte paznokcie. To, w jaki sposób opuszki palców dotykają klawiatury, jest niepowtarzalne, jeśli paznokcie są naprawdę krótko spiłowane.
2. Pusty pulpit w komputerze. Działa jak puste, uporządkowane biurko - kojąco i z korzyścią dla koncentracji.
3. Okulary. Moje są dość nietypowe, niewygodnie patrzy mi się bez nich w dół, na własne ręce.
4. Kawa. Coś muszę wyjaśniać?
5. Muzyka. U mnie najlepiej sprawdza się taka, jak w serialu "Vikings".

środa, lutego 19, 2014

Dlaczego matka?

Bo tak.
Bo o 21:45 pada "Zatańcys ze mną, mamusiu?" i człowiek chce tańczyć, choć przez dotychczasowe 36 lat nie uznawał takiej rozrywki.
Bo "Kocham ciebie" z ust dziecka brzmi zupełnie inaczej, niż wypowiadane przez dowolnego mężczyznę świata.
Bo zachustowane małe ciałko działa na duszę i serce lepiej, niż najlepsza psychoterapia.
Bo człowiek wstaje rano z poczuciem misji: nakarmić, wziąć na spacer, przytulić, zbudować z klocków stację kolejową - i to jest misja ważniejsza niż lot na Marsa.

I wcale nie szkodzi, że niewyspanie, że zmęczenie, że nerwy, że smutki. To mija. Wspominamy i tak najmilsze chwile.

A kiedy człowiek trzęsie się i za wszelką cenę nie chce wybuchnąć, to sukces w tej dziedzinie jest większy, niż Oscar z medalem olimpijskim razem wzięte.
Albo kiedy dzieci w nocy gorączkowały, a człowiek w dzień i tak działa jak zwykle.
Albo kiedy trzeba pomóc małej kupce sprzecznych emocji zebrać się do kupy i to się udaje, człowiek się cieszy bardziej, niż mając doktorat z psychologii.

I jeszcze to zdziwienie, że ktoś człowiekowi tak ufa, tak kocha, tak wierzy. I poczucie zobowiązania - żeby nie zawieść - tej miłości, tej wiary, tego zaufania.

Pewnie, to nie jest taniec po płatkach róż. I co z tego?

środa, września 11, 2013

Szkoła, która nie przygotowuje do życia

W szkole mojej ośmioletniej córki wszystkie drugie i trzecie klasy kończą lekcje o 15:05. Oznacza to, że córka wraca do domu koło 15:30. Odpoczywa ok. 30 minut i je obiad. Mija więc godzina od powrotu. Siada nad zeszytami.

Wczoraj miała do napisania stronę zdań w zeszycie do polskiego, stronę słupków na dodawanie, dwie strony w ćwiczeniach do uzupełniania i dwa ćwiczenia z angielskiego. Po 45 minutach musiała przerwać, ponieważ miała zajęcia taneczne - w szkole jest 1 wf i 45minut basenu, więc dodatkowe zajęcia ruchowe wydają się dobrym pomysłem, zwłaszcza że pełnią też rolę socjotwórczą i umożliwiają rozwijanie kontaktów z dziećmi spoza stałego kręgu znajoych i umacnianie więzi już istniejących. Po tańcach wróciła 18:40, odpoczęła kwadrans i do 20 kończyła wszystkie zadania. Później jadła kolację, rozmawiała z nami bawiła się z bratem tylko chwilę, poczytała książkę i wtem okazało się, że jest 22. Musi się więc wyspać. Rano wstanie, zje śniadanie, pobawi chwilę z młodszym braciszkiem i będzie znów pędzić do szkoły.
A to dziecko matki niepracującej poza domem, które nie musi korzystać ze świetlicy ani daleko dojeżdżać. I ona już nie ma czasu na "życie", a co dopiero dzieci pracujących rodziców w wielkich miastach?

Jestem nauczycielką. Specyfika mojego przedmiotu pozwala na zadawanie pracy domowej w nieco innej formie, niż robią to moje koleżanki. Dzieci gromadzą angielskie słówka wycięte z gazet, opakowań czy spostrzeżone na ulicy. Na początku lekcji zbieramy nowe znaleziska, przypinamy do korkowej tablicy i krótko omawiamy. Często dzieci opowiadają, jakie słówka juz wcześniej przypięte, one też spostrzegły. Starsi chwalą się obejrzanym odcinkiem serialu - bez polskich napisów. To się moim zdaniem da zakwalifikować jako życiowa praca domowa. Wypełnianie ćwiczeń, czy układanie zdań z zadanymi wyrazami nią nie jest.

Z zawodowego i matczynego punktu widzenia oceniam zadawanie sążnistych prac domowych młodszym dzieciom za niepotrzebne. Jeśli chcemy wyrabiać nawyk myślenia o szkole/danym przedmiocie, poszukajmy punktu zaczepienia w realnym życiu. Szkoła oparta na słuchaniu nauczyciela-krynicy wiedzy i wypełnianiu testów do życia nie przygotowuje. Ani trochę.

poniedziałek, sierpnia 05, 2013

Prowincjonalna wasza mać

Niektórzy zapewne wiedzą, że niżej podpisana (albo i nie) Trus przeniosła się paręnaście lat temu z Dużego Miasta na wschodzie do Miasteczka w Galicji (która w sumie całkiem wschodnia jest takoż). Przeniosła się po tym, jak dostała bęcki pod własnym blokiem, po tym, jak nastukano jej Siostrę Młodszą również w pobliżu własnej siedziby. Niekoniecznie dlatego, ale tak się złożyło.
W Miasteczku zamieszkała w okolicy pełnej Grup Dyskusyjnych złożonych z Panów Winolubów, Elity Stadionowej w barwach klubowych i dzieci. O, dzieci to tu chyba jest najwięcej. W pobliżu domu mamy kilka znakomitych placów zabaw, na które ściąga pół osiedla. My też. Niemal codziennie.
A potem czytam sobie to i owo w necie.
Tu: http://godzillapozera.blogspot.com/2013/07/durska-ciska-na-prawo-i-lewo.html
I tu: http://www.hafija.pl/2013/05/na-placu-zabaw.html
I tutaj też: http://blogmagdalenyf.blogspot.com/2013/05/moda-mama-jako-lwica-na-placu-zabaw.html
Czytam, niby po polsku, niby ładnie napisane, a nie rozumiem.
Idę na plac zabaw. Zabawki wszystkich dzieci leżą na wspólnej kupie, piaskowe w cieniu na piasku, rowery koło murkoławki, a stado kucyków i petszopów okupuje ławkę.
Nikt nikomu na ręce nie patrzy, kto czym się bawi. Czasem jedno dziecko wyrwie coś drugiemu, ale przeważnie łapie co innego, chwilowo wolnego. Siedmiolatek spada z roweru i rozwala łokieć - od razu ktoś dzwoni po jego mamę, która akurat poszła kupić dzieciom wodę w pobliskim sklepiku.
Jedna z opiekunek krzyczy na dziecko, podchodzi inna kobieta i mówi "Ciężki dzień, co? Mój też od rana nieznośny. Pomóc pani jakoś?"
Grupka dzieci usiadła na szczycie zjeżdżalni i ją blokuje. Podchodzę i mówię wesoło "Teraz trzeba ustąpić następnym dzieciom - czy dacie radę?" a one z okrzykiem "Tak! Damy radę!" zjeżdżają w dół.
Jakaś mama radzi się innej, czy zdjąć buciki swojemu maluchowi. Do moich pomalowanych paznokci podpełza raczkujące po trawie niemowlę i dotyka ostrożnie fioletowych plamek w niespodziewanym miejscu.

Jest spokojnie, radośnie, można porozmawiać. Mój synek załapał się na bujanie z rówieśnikiem, którego asekuruje sympatyczny tata, a córka właśnie organizuje grę w państwa miasta na "odległej łączce", jak nazywa się tu trawiasta część placu.

Nie wiem, czy to kwestia Miasteczka, tego właśnie osiedla (teoria babci dzieciom), czy też może podejścia matek, w tym piszącej te słowa Trus.
Ale nasz plac zabaw to równoległy wszechświat jakby. Jakie są wasze?

czwartek, sierpnia 01, 2013

Przepisy są, żeby były

Wpis dedykuję tym wszystkim, którzy mi mówią, że zawracanie głowy z tymi fotelikami, po co dzieci zmuszać. I tym wszystkim, którzy cytują idiotyczny tekst zawierający fragment, że kiedyś nie było fotelików i pasów, a jakoś wszyscy żyjemy.

Polski Kodeks Drogowy traktuje kwestie dotyczące fotelików samochodowych dla dzieci bardzo pobieżnie. Wszystko bowiem, co mówi on o fotelikach, znajdziemy w poniższych kilkunastu wierszach. 
Rozdział 5 Porządek i bezpieczeństwo ruchu na drogach (...) 
Art. 39. (...) 3. W pojeździe samochodowym wyposażonym w pasy bezpieczeństwa dziecko w wieku do 12 lat, nie przekraczające 150 cm wzrostu, przewozi się w foteliku ochronnym lub innym urządzeniu do przewożenia dzieci, odpowiadającym wadze i wzrostowi dziecka oraz właściwym warunkom technicznym. 
4. Przepis ust. 3 nie dotyczy przewozu dziecka taksówką osobową, pojazdem pogotowia ratunkowego lub Policji. (...) Art. 45. 
2. Kierującemu pojazdem zabrania się: (...) 
4. przewożenia w foteliku ochronnym dziecka siedzącego tyłem do kierunku jazdy na przednim siedzeniu pojazdu samochodowego wyposażonego w poduszkę powietrzną dla pasażera; 
5. przewożenia, poza specjalnym fotelikiem ochronnym, dziecka w wieku do 12 lat na przednim siedzeniu pojazdu samochodowego; 

W Polsce za przewożenie dziecka bez fotelika zostaniemy ukarani przez policję mandatem w wysokości 150 zł oraz obciążeni 3 punktami karnymi. Należy jednak pamiętać, że największą karą, jaka może nas spotkać, jeśli zdecydujemy się przewozić dziecko bez fotelika, jest kalectwo lub śmierć tego dziecka na skutek obrażeń odniesionych w wypadku. 


Dzisiaj rano siedzieliśmy z PanemMężem przy śniadaniu, gdy usłyszeliśmy wycie karetki. Ledwo zdążyłam kwaśno stwierdzić, że o 6:30 to nie powinni tak wyć, kiedy poczułam, że to coś gorszego, niż stan przedzawałowy fertycznego sąsiada. Za pierwszą karetką jechała policja, straż, kolejny ambulans...

Później sprawdziłam w lokalnym portalu, co się stało.
http://www.hej.mielec.pl/miasto2/aktualnosci/art3419,wypadek-w-jaslanach-policja-potwierdza-chlopiec-nie-mial-zapietych-pasow.html

Ileż bojów stoczyłam z ludźmi z mojego otoczenia, którzy moje dziecko wozili bez fotelika lub zapięte pasami tak, że przebiegały mu one po gardle (za każdym razem dowiadywałam się po fakcie). Bo przecież te foteliki to zawracanie głowy, co to daje, tylko pieniądze wyciągają. Bo przecież jak nas złapią, to se załatwimy anulowanie mandatu, bo mamy znajomości. Bo...

No więc myślę, że powinni sobie poczytać zalinkowany artykuł.
A wszystkim polecam przejrzenie strony fotelik.info i ich Najczęściej Zadawanych Pytań.

Jeszcze jedno.
Kiedy w listopadzie w ramach akcji "Znicz" czy jak jej tam było, zostaliśmy zatrzymani do rutynowej kontroli, policja nie zainteresowała się w ogóle fotelikiem naszego synka, tym, czy jest poprawnie przypięty, czy fotelik jest zamocowany. I to jest kolejny problem. Bo po co przestrzegać przepisów, skoro i tak nikt tego nie sprawdza?

poniedziałek, lipca 22, 2013

Nie o papieżu

PanMąż śledzi transmitowany przez TV TRWAM przejazd papieża przez Rio.
Ja: Musisz to oglądać? Akurat na TRWAM?
On: Nie mogę się powstrzymać. To wygląda całkiem jak GTA.

Nie zawiódł mnie. Jak zwykle.

niedziela, czerwca 30, 2013

A bo nauczyciele to za mało pracują

Poirytowałam się, słuchając lokalnego radia. Pan samorządowiec postulował, żeby nauczyciele pracowali od 8 do 16, lekcji tyle co jest, reszta czasu na samokształcenie, poprawianie klasówek i tak dalej.
Siedzę tak i myślę - czy pan kiedykolwiek był w pokoju nauczycielskim w dowolnej szkole - takim, w którym ma się maleńką szafeczkę na słoik z kawą (albo i nie) a krzeseł jest mniej, niż głów w gronie? Gdyby istniały pracownie dla nauczycieli, choćby na przykład dla zespołu przedmiotowego, gdzie można mieć swoją biblioteczkę i tak dalej, gdzie jest komputer z drukarką i internetem, to można by zacząć rozmawiać o 40-gdzinnym tygodniu pracy (z któego nauczyciel mógłby sobie odbijać wycieczki (bo wtedy pracuje 24h/dobę) czy doszkalanie.
A jakby do kompletu uwolnić rynek pracy nauczycieli i zlikwidować rządzącą szkołą biurokrację i papierologię...

...To może nawet chciałabym wrócić do zawodu.

czwartek, maja 23, 2013

Czy szmata, innym imieniem zwana, tak samo by pachniała?



"Obrażających się na mnie za mój komentarz w TVN24 nt. „Marszu Szmat” kieruję pod właściwy adres, tj. na strony Fabryki Równości – organizatora marszu, który zapraszał do udziału następującym tekstem (o ile jeszcze tego nie zdjęto)." - napisała na swojej stronie internetowej Pawłowicz.
I ponownie przytoczyła słowa z zaproszenia: "...dziwki i dżentelmeni, damy i żigolaki, kurtyzany i alfonsi, napalone queery i wyzwoleni feminiści, cudzołożnice i jawnogrzesznicy, fetyszystki i transwestyci, córy Koryntu i sukinsyni, nierządnice i sutenerzy, dominy i niewolnicy, ladacznice i stręczyciele, dewiantki i puszczalscy, święte prostytutki i sprośni utrzymankowie, sodomitki i zbereźnicy, poliamorystki i swingerzy, wszetecznice i rozpustnicy, nimfetki i satyrzy, bezwstydnice i erotomani, cyklistki i pedały… to jest nasza noc. Duszą, ciałem i seksem świętujemy 1. warszawski Marsz Szmat (Slutwalk)..."

Och łał. I naprawdę kiedy te dwie szare komórki już napotkały się w mrocznych otchłaniach umysłu pani Poseł nie były w stanie wygenerować idei, że to wszystko to epitety, jakimi jej środowisko usiłuje obrażać ludzi, którzy żyją według innych, niż Jedynie Słuszne, standardów?

I że to ludzie tacy, jak ona sama, twierdzą, że zgwałcona sama się prosiła, prowokowała ubiorem i generalnie jest szmatą?

Tak. Na przykład pięcioletnia dziewczynka. Zakonnica. Matka dzieciom wracająca z drugiej zmiany, na której zarabiała na obiady na kolejny miesiąc. Pasażerka pociągu, która wsiadła do pechowego wagonu. Przypadkowa przechodząca ulicą.

...


Swoją drogą, czemu tak mało języka nienawiści skierowanego jest pod adresem tych, którzy gwałcą?

poniedziałek, kwietnia 29, 2013

Kaczka dziennikarsko-burczymuszna

Czytanie Polityki mi zrobiło dzisiaj źleeeeee. Dział Kultura, artykuł "Szkodliwość Kaczki Dziwaczki" zawiadamia bowiem, iż autorem "Stefka Burczymuchy" jest Jan Brzechwa. Ja wiem, że to wyimek z książki "Brzechwa nie dla dzieci" Mariusza Urbanka, ale i tak Polityka powinna się wstydzić.

piątek, kwietnia 26, 2013

Feminizm niedomowy?

Feminizm, który z założenia jest ideologią wolności, jednocześnie narzuca wybory, które już wolnością nie są.

Jakie?

- Choćby te wyrażone w pogardzie, z jaką traktowane są kobiety czerpiące przyjemność z poświęcania się dzieciom. Jedna z moich doktorantek bada kwestię kobiet, które określają się jako feministki, ale także postanowiły mieć dzieci i chcą czerpać przyjemność z macierzyństwa. Akademickie feministki traktują takie kobiety niczym zdrajczynie całego ruchu, bo one niby poddały się męskiej presji, zrezygnowały ze swoich ambicji, by urodzić dziecko. Niektóre odłamy feminizmu mają z macierzyństwem kłopot.

Źródło: wysokieobcasy.pl

I weź tu bądź feministką. Zwłaszcza taką, której się zdaje, że feminizm to ruch walczący o prawa kobiet. Prawa nie tylko do habilitacji i niegotowania obiadów, ale też do robienia tego, co im w życiu odpowiada. Na przykład do rodzenia dzieci i ich - o zgrozo - pełnoetatowego wychowywania.

Jakoś nigdy mi nie przyszło do głowy, że feminizm może być opresyjny wobec jakiejkolwiek kobiety, bo przecież ma jej służyć i bronić.

Na szczęście nie mam do czynienia na co dzień z tymi skrajnymi odłamami feminizmu, tak naprawdę zniechęcającymi kobiety (i nie tylko je) do wspaniałej, wyzwalającej idei feminizmu.

Nie rozumiem tylko, czemu pan Szlendak uważa, że fakt, iż posłanka Krystyna Pawłowicz ma habilitację, a nie ma dzieci, świadczy o tym, że jest ona feministką - skoro z jej ust pod adresem wolności padają jedynie obelgi i krytyka.

Zawsze przeraża mnie też, że tyle znanych i wspaniałych kobiet zaczyna swoje wypowiedzi od "Nie jestem feministką, ale..." - tak jakby swoim wyzwoleniem i postawą wobec życia nie walczyły z krzywdzącymi ich płeć stereotypami.

Tak jakby to, co każda z nas robi w życiu, o ile jest zgodne z jej wolą i potrzebami, nie było wielką wygraną femininizmu.

A tu pisze nieco mądrzej i z lepszym znawstwem tematu - Naima.

poniedziałek, marca 04, 2013

1. Pogrub te tytuły, które przeczytałeś/-łaś.
2. Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.
3. Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać, albo byłaś/-łeś zmuszona/-y przeczytać za czasów szkolnych i je znienawidziłaś/-łeś.
4. Kolorem wyróżnij te, które szczególnie lubisz.

1. Pride and Prejudice - Jane Austen
2. The Lord of the Rings - JRR Tolkien

3. Jane Eyre - Charlotte Bronte
4. The Harry Potter Series - JK Rowling

5. To Kill a Mockingbird - Harper Lee
6. The Bible
7. Wuthering Heights - Emily Bronte
8. Nineteen Eighty Four - George Orwell

9. His Dark Materials - Philip Pullman
10. Great Expectations - Charles Dickens
11. Little Women - Louisa M Alcott
12. Tess of the D’Urbervilles - Thomas Hardy
13. Catch 22 - Joseph Heller

14. Complete Works of Shakespeare
15. Rebecca - Daphne Du Maurier
16. The Hobbit - JRR Tolkien

17. Birdsong - Sebastian Faulks
18. Catcher in the Rye - JD Salinger
19. The Time Traveller’s Wife - Audrey Niffenegger

20. Middlemarch - George Eliot
21. Gone With The Wind - Margaret Mitchell
22. The Great Gatsby - F Scott Fitzgerald
23. Bleak House - Charles Dickens
24. War and Peace - Leo Tolstoy
25. The Hitch Hiker’s Guide to the Galaxy - Douglas Adams
26. Brideshead Revisited - Evelyn Waugh
27. Crime and Punishment - Fyodor Dostoyevsky -
28. Grapes of Wrath - John Steinbeck
29. Alice in Wonderland - Lewis Carroll
30. The Wind in the Willows - Kenneth Graham
e
31. Anna Karenina - Leo Tolstoy
32. David Copperfield - Charles Dickens -
33. Chronicles of Narnia - CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Persuasion - Jane Austen
36. The Lion, The Witch and The Wardrobe - CS Lewis

37. The Kite Runner - Khaled Hosseini
38. Captain Corelli’s Mandolin - Louis De Bernieres
39. Memoirs of a Geisha - Arthur Golden
40. Winnie the Pooh - AA Milne
41. Animal Farm - George Orwell
42. The Da Vinci Code - Dan Brown
-
43. One Hundred Years of Solitude - Gabriel Garcia Marquez
44. A Prayer for Owen Meaney - John Irving
45. The Woman in White - Wilkie Collins
46. Anne of Green Gables - LM Montgomery
47. Far From The Madding Crowd - Thomas Hardy
48. The Handmaid’s Tale - Margaret Atwood
49. Lord of the Flies - William Golding
50. Atonement - Ian McEwan
51. Life of Pi - Yann Martel
52. Dune - Frank Herbert -
53. Cold Comfort Farm - Stella Gibbons
54. Sense and Sensibility - Jane Austen
55. A Suitable Boy - Vikram Seth
56. The Shadow of the Wind - Carlos Ruiz Zafon
57. A Tale Of Two Cities - Charles Dickens
58. Brave New World - Aldous Huxley
59. The Curious Incident of the Dog in the Night-time - Mark Haddon
60. Love In The Time Of Cholera - Gabriel Garcia Marquez
61. Of Mice and Men - John Steinbeck
62. Lolita - Vladimir Nabokov
63. The Secret History - Donna Tartt
64. The Lovely Bones - Alice Sebold
65. Count of Monte Cristo - Alexandre Dumas
66. On The Road - Jack Kerouac
67. Jude the Obscure - Thomas Hardy
68. Bridget Jones’s Diary - Helen Fielding
69. Midnight’s Children - Salman Rushdie
70. Moby Dick - Herman Melville
71. Oliver Twist - Charles Dickens
72. Dracula - Bram Stoker
73. The Secret Garden - Frances Hodgson Burnett

74. Notes From A Small Island - Bill Bryson (no nie wierzę, że to tu jest :)
75. Ulysses - James Joyce
76. The Bell Jar - Sylvia Plath
77. Swallows and Amazons - Arthur Ransome
78. Germinal - Emile Zola
79. Vanity Fair - William Makepeace Thackeray
80. Possession - AS Byatt
81. A Christmas Carol - Charles Dickens
82. Cloud Atlas - David Mitchell
83. The Color Purple - Alice Walker
84. The Remains of the Day - Kazuo Ishiguro
85. Madame Bovary - Gustave Flaubert
86. A Fine Balance - Rohinton Mistry
87. Charlotte’s Web - EB White
88. The Five People You Meet In Heaven - Mitch Albom
89. Adventures of Sherlock Holmes - Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection - Enid Blyton
91. Heart of Darkness - Joseph Conrad
92. The Little Prince - Antoine De Saint-Exupery
93. The Wasp Factory - Iain Banks
94. Watership Down - Richard Adams
95. A Confederacy of Dunces - John Kennedy Toole
96. A Town Like Alice - Nevil Shute
97. The Three Musketeers - Alexandre Dumas
98. Hamlet - William Shakespeare
99. Charlie and the Chocolate Factory - Roald Dahl
100. Les Miserables– Victor Hugo

Nie jest źle :)

niedziela, lutego 03, 2013

No one's sick but still

Znalezione na blogu Você Vai Descobrir
Dzisiejszy dzień sponsoruje Sheldon ;)

Notoryczny samobójca

Obejrzeliśmy (w końcu!) "Autora-widmo" Polańskiego.
Nie będę rozpisywać się o fabule, bo przecież wszystko można znaleźć na Folmwebie czy Imdb. Jeśli chodzi o napięcie, Polański rozegrał to świetnie. Muzyka, dopasowana do tętna, też zrobiła swoje.
Zastanawiałam się tylko ciągle, czemu główny bohater tak uparcie dążył do śmierci? Czemu robił to, co robił,, jednocześnie chlapiąc językiem na prawo i lewo?
PanMąż mówi, że dostrzega u Polańskiego obsesję książki. I że Autor-widmo bardzo przypomina mu "Dziewiąte wrota". Może jest coś na rzeczy? Corso też nosił książkę w torbie na ramię, o ile pamiętam, i bzykał się z wiedźmą ;)